Polecamy

Włącz niebieski. Otwórz się na autyzm

2013-04-02 09:16:25 (ost. akt: 2013-04-02 09:33:50)

2 kwietnia włączamy niebieskie światła, ubieramy się na niebiesko. Niewiele, ale pokażmy, że chcemy zrozumieć lepiej Nataszkę, Michała i autystyków na całym świecie. To ich dzień.

Najważniejsze, że jest szczęśliwa


Autyzm u Nataszy ujawnił się, gdy skończyła półtora roku. Wcześniej wychowywaliśmy najzupełniej zdrowe dziecko. Natasza wypowiadała kilka prostych słów, wskazywała palcem, był z nią pełen kontakt. I nagle jakby z dnia na dzień, znienacka zamknęła się w swoim świecie. Przestała mówić, nawiązywać kontakt wzrokowy, cały dzień siedziała w kącie i układała klocki w rzędy. Akurat zbiegło się to z serią zastrzyków, więc myśleliśmy z mężem, że może straciła słuch po antybiotykach albo przeżywa traumę po przykrych zabiegach. Badanie słuchu wyszło jednak idealnie, a trauma nie mijała. Wtedy rozpoczęliśmy wędrówki po lekarzach, psychologach i poradniach.

Słyszałam wcześniej o autyzmie i regresie u niektórych autystycznych dzieci, nie dopuszczałam jednak myśli, że mogło to spotkać moją Nataszę. Uważałam, że wyrośnie, przejdzie samo, albo się wyleczy cudownym lekiem. W sukurs takiemu sposobowi myślenia przyszli niestety niektórzy olsztyńscy lekarze, przepisując „homeopatyczne leki na autyzm”. Terapia kosztowała 1,5 tys. zł miesięcznie, była jednak całkiem nieskuteczna. Nie pomagały również inne cudowne leki rodem z internetu. Dodatkowo u Nataszy ujawniły się trudne zachowania jak uderzanie głową o ścianę.

I wtedy pojawiło się szczęście w nieszczęściu — trafiliśmy do Zespołu Placówek Edukacyjnych. Tutaj wreszcie spotkaliśmy fachowców, z dyrektor Agnieszką Jabłońską na czele. Natasza w wieku dwóch lat rozpoczęła terapię, w wieku trzech lat poszła do przedszkola specjalnego. Dziś ma cztery i pół roku i jest zupełnie innym dzieckiem niż na początku swojej terapeutycznej drogi. Nie mówi, ale komunikuje się niewerbalnie. Mamy z nią kontakt prawie jak ze zdrowym dzieckiem i nadzieję, że mowa także się pojawi. Trudne zachowania zostały zredukowane do minimum.

Natasza rozwija się, potrafi obsługiwać DVD, uczy się obsługi komputera, uwielbia muzykę i układanki, jak wielu ludzi z autyzmem wydaje się uzdolniona technicznie.

Co chyba najważniejsze, jest szczęśliwa i my jesteśmy z nią szczęśliwi. Akceptujemy ją taką, jaka jest, na równi ze starszą córką Milenką. Wierzymy, że wszystko się ułoży i Nataszę czeka dobra przyszłość, kreowana przez nas i przez specjalistów z ZPE. Wiem, że autyzmu nie można wyleczyć, można jednak z nim żyć dzięki odpowiedniej rehabilitacji. Tylko wytrwałą, ciężką regularną pracą można przezwyciężyć tak trudnego przeciwnika. Człowiek z autyzmem, jak każdy inny , może osiągnąć szczyt swoich możliwości, musi jednak trafić na właściwych ludzi. Nam się to na szczęście udało.
Ewa Paździorko, mama 4,5-letniej Nataszy

To nie wina matki!


Przez pierwsze półtora roku Michał rozwijał się normalnie. Mówił „mama, tata”. Wszystko jadł, nawet surówki, których nie jadł mój straszy syn w jego wieku. Fajnie było. Później wszystko się zmieniło. Nie reagował na swoje imię, nie chciał jeść. Był jak za szybą. To były lata 90., żeby dostać się do psychologa, musiałam prosić pediatrę o skierowanie. Zrobił to niechętnie. Nie uważał, że Michał rozwija się nie prawidłowo.

Był przepięknym dzieckiem. Blond, kręcone włosy, duże niebieskie oczy. Na skierowaniu widniał napis „Na wyraźną prośbę matki”. Wiedziałam, że to autyzm. Bałam się tego. Szukałam informacji w książkach, a tam pisali, że to wina matki. Że dzieje się tak gdy matka odrzuca już w łonie swoje dziecko. A ja go od początku kochałam. To nie mogła być moja wina...

Zaczęło się jeżdżenie po lekarzach. Sprawdzanie słuchu, szukanie psychologów, psychiatrów. Na swojej drodze spotkałam wielu wspaniałych ludzi. Bóg mi ich zsyłał. Dzięki nim było łatwiej. Ciężko pracuje się z autystycznym dzieckiem, a matka podchodzi do tego bardzo emocjonalnie. Gdy coś nie wychodziło, nie było efektów, płakałam po kątach. Dzieci to widziały, Michał też. To bardzo inteligentny i mądry chłopak. Pracowali z nim specjaliści, logopeda, psycholog...

Jako dziecko był hiperaktywny. Teraz ma 22 lata, dzięki wspólnej pracy i miłości rodziny uspokoił się. Spokojnie odrabia lekcje. Jest bardzo samodzielny. Gotuje, piecze ciasta, sprząta. Lubi dbać o swój wygląd, chodzić do fryzjera. Nauczyliśmy się komunikować z synem. Umie mówić, powtarza wyrazy, zdania, ale nie ma mowy spontanicznej. Przez co czasem staje się nerwowy. Ale kto by nie był. Gdyby mi zaklejono usta, też by była zdenerwowana. Czasem znajomi mówią „On tylko nie mówi”, ale ja widzę, że ma autystyczne cechy.

Od początku mówiłam otwarcie, że moje dziecko ma autyzm. Dzięki temu ludzie wiedzieli, że to jest mój Michał i nie przypatrywał mu się z ciekawością. Ludzie nie są tacy źli. Gdyby wiedzieli więcej o autyzmie to inaczej by reagowali. Rozumiem, że mogą nie wiedzieć co to takiego i jak się zachować. Ważne, żeby mówić o autyzmie, wówczas jest łatwiej, i nam i im.
Maria Piaskowska, mama 22-letniego Michała

Komentarze 0 pokaż wszystkie komentarze w serwisie Coś się źle wyświetla? Widzisz błąd? Zgłoś nam to!

Dodaj swój komentarz