Sobota, 25 czerwca 2016

Pozostawiliśmy studentów samych sobie i... narzekamy

2013-05-13 13:37:00 (ost. akt: 2013-05-13 11:51:22)

Podziel się:

Autor zdjęcia: Beata Szymańska

Juwenalia studenckie (w Olsztynie jest to Kortowiada) często kojarzą się z pijaństwem, wybrykami, głośną muzyką. Rodzi to pytanie o kulturę studencką - pisze na swoim blogu prof. Stanisław Czachorowski z UWM i pyta: Czy uniwersytety przestały kształcić elity?

Przed nam największa studencka impreza w Olsztynie - Kortowiada. Dziewięć dni przed nią tak o juwenaliach i o kształceniu studentów na swoim blogu pisze Stanisław Czachorowski prof. UWM, Wydział Biologii i Biotechnologii.

"Juwenalia studenckie (w Olsztynie jest to Kortowiada) często kojarzą się z pijaństwem, wybrykami, głośną muzyką. Rodzi to pytanie o kulturę studencką. W jakimś sensie juwenalia są ewaluacją samego uniwersytetu (przynosi wstyd?) jak i całego społeczeństwa. Jeśli jest coś nie tak, to zastanówmy się nad przyczynami tej domniemanej choroby, a nie tylko lamentujmy nad objawami. A może nie jest tak źle, jak się nam wydaje?

Czy uniwersytety przestały kształcić elity?


Na juwenalia patrzymy z perspektywy elit. Kiedyś może tak było. Kiedyś dyplom uczelni wyższej otwierał perspektywy bycia elitą (nie gwarantował, ale mocno obiecywał). Bo wykształcenie dawało awans społeczny, przynajmniej w warstwie prestiżu. Od kilku lat nie jest to już aktualne. Powszechne kształcenie, egalitarne, nie tworzy elit. Bo z samej definicji elita musi być nieliczna.

Młodzi ludzie z dyplomami są sfrustrowani, bo nie mogą znaleźć pracy, do której przygotowywali się podczas studiów, nie mówiąc już o rozwoju osobistym i karierze. I nie wynika to z gorszego kształcenia tylko z takiego, a nie innego rynku pracy. Dla młodych nie ma pracy, bez względu czy mają, czy nie mają wyższego wykształcenia (wśród młodych bez dyplomu jest nieco wyższe bezrobocie). O małą liczbę wolnych stanowisk konkuruje coraz więcej dobrze wykształconych młodych ludzi. Ci gorzej wykształceni szybko są wypychani z rynku.

Elitarność kształtuje się zupełnie inaczej. Owszem, także na studiach, ale nie poprzez sam fakt bycia studentem. Tak jak w dowcipie o najszerszym autobusie w Wąchocku – bo wszyscy chcą siedzieć obok kierowcy. Społecznie myślimy, że uniwersytety są takimi właśnie „najszerszymi autobusami”.

Jak kształcić elity? Dobre pytanie. Na pewno na uniwersytetach, ale sam fakt uzyskania dyplomu elitą nie czyni. Potrzeba czegoś więcej. I z tego „czegoś” nie bardzo zdajemy sobie sprawę. Stąd ta rosnąca społeczna frustracja i zdegustowanie m.in. juwenaliami. Że niby takie nie-elitarne.

Co z kulturą studencka?


Kiedyś podobno było lepiej. Mam jednak poważne wątpliwości co do tego „lepiej”. Kiedyś w ART było raptem 4 tys. studentów, na WSP 2-3 tysiące. Ile osób bawiło się na juwenaliach? Na WSP zaledwie kilkaset, też głośno. Do klubu studenckiego na koncert wchodziło 50-150 osób maksymalnie (teraz na koncercie jest 20-30 tysięcy!). Jeśli ta dawna kultura studencka była jakimś wyróżnikiem… to także dotyczyła małego grona, a nie wszystkich studentów. Jeśli były juwenalia z alkoholem (a były), to były raczej kameralne i przez to nie rzucały się w oczy. Ponadto nie było ani potrzeby ani możliwości na organizowania dużych koncertów plenerowych. Teraz jest więcej uczestników i są możliwości. Więc słychać. I widać. Ale to nie wynika z upadku poziomu kultury studenckiej. Ośmielam się twierdzić, że teraz nie jest gorzej, teraz tylko w jednym miejscu większa liczba studentów urządza juwenalia. Gorsza może być przez swoją masowość i utratę kameralności.

Kiedyś muzyka była ambitna i były kabarety? Ale wtedy uczelnie wyższe były swoistym azylem, gdzie było trochę więcej wolności i więcej mogliśmy. Nie dlatego, że inni nie chcieli i nie byli w stanie zainteresować się czymś ambitniejszym. Teraz popkultura dotarła do kampusów uniwersyteckich. Bo wolność jest wszędzie, bez kartek i limitów. A tę ambitniejszą kulturę studencką, mniej masową, po prostu nie dostrzegamy. Bo nawet na wsiach są już teatry, ciekawe spotkania. Poziom kultury się wyrównał.

Jest sporo imprez studenckich, ambitnych, ale nie tak masowych, dlatego w mediach nie dostrzegamy… i nie narzekamy. Studenckie Spotkania Kulturalne przeszły jakoś bez echa. Ciekawe są np. nocniki – nocne malowania studentów, akcja sadzenia lasu itd. Są kabarety, sukcesy odnosi chociażby Kabaret z Nazwy. Jest Niebieskie Piórko, Dni Afryki itd. A przecież ja znam tylko mały wycinek aktywności studenckiej. Bo za mało o ambitnych i wartościowych przedsięwzięciach studenckich się mówi i pisze. Często studenci ze swoją aktywnością przenoszą się poza kampus studencki, są bardziej otwarci niż my kiedyś. Przez to są mniej widoczni. Uniwersytety przestały być azylem dla kontestacji.

Narzekamy, że pijaństwo? Mnie również nie bardzo się podoba głośna popkultura z ostentacyjnymi bachanaliami. Ale jeśli zajrzeć do Kortowiady od środka, to widać dużo więcej. Na przykład boje wydziałów. Narzekamy na upadek obyczajów ale… pozostawiliśmy studentów samych sobie. Sami musieli znaleźć sobie sponsorów na sfinansowanie koncertów. I znaleźli browary. Dlatego w formie takiej czy innej reklamy piwo jest tak bardzo widoczne. Czy daliśmy inna alternatywę i wsparliśmy finansowo lub zaproponowaliśmy kulturalniejszych (mniej ludycznych) sponsorów i mecenasów? Ilu pracowników bierze udział w bojach wydziału, ilu poprzez swój przykład i aktywność pokazuje jak można się bawić kulturalnie? Oddaliliśmy się od siebie, teraz trudno będzie znaleźć wspólna komunikację i wspólną przestrzeń…

Ilu pracowników wspiera aktywnością swoją np. Studenckie Spotkania Kulturalne (ambitne i bezalkoholowe)? A ilu profesorów, doktorów i magistrów bywa na różnorodnych imprezach kulturalnych w mieście, w filharmonii, teatrze, wernisażach? Nie wielu z nas tam bywa, nie dajemy dobrego przykładu – same słowne połajanki studentow nam nie odmienią. Wolimy piwo przed telewizorem w swojej willi lub grill w ogródku (za własnym płotem, odizolowani).

Dlaczego więc mamy pretensje do studentów? Że robią to gromadnie na trawniku? Bo piją z puszki a nie z kryształowej szklanki? Bo willi jeszcze nie mają i szanse na awans mają niewielkie? Całe pokolenie spychane jest na społeczny margines. A grillowanie na trawniku ma przynajmniej aspekt społeczny, otwartego spotkania w przestrzeni publicznej. Ja im tego zazdroszczę! I oby ta chęć wspólnego przebywania w przestrzeni publicznej pozostała jak najdłużej.

Narzekamy, że na plaży nad Jeziorem Kortowskim studencki nieustannie grillują i piją piwo. A czy w jakimkolwiek budynku uniwersytetu jest choć jeden pokój socjalny, gdzie studenci w przerwie między zajęciami mogliby usiąść (nie na schodach!) i zrobić sobie kawę czy herbatę po kosztach własnych? Czy tworzymy im przyjazną i kulturalną niekomercyjną przestrzeń publiczną? Są tylko płatne automaty do kawy i fast foody. Ani to zdrowe ani tanie. A czy uczestniczymy lub organizujemy ambitne spotkania kameralne na terenie kampusu lub "na mieście”, aby poprzez przykład pokazywać jak można kulturalnie spędzać czas na dyskusjach?

Pozostawiliśmy studentów – całe pokolenie – samych sobie. I tylko narzekamy. Ale tak na prawdę, to narzekamy na samych siebie, na to jak fatalnie organizujemy przestrzeń do kształcenia elit.

Na Kortowiadzie dużo jest młodzieży licealnej. Oni tez piją. Może nawet bardziej, bo to powiew wolności i „dorosłości”. A ile jest miejsc w Olsztynie, gdzie mogą tanio się spotkać w kawiarni czy herbaciarni?

Czy jest bezpiecznie na Kortowiadzie?


W mediach czasem pojawiają się informacje o incydentach i chuligańskich wybrykach na różnych juwenaliach, zapisanych na konto studentów. Do tego są narzekania mieszkańców na głośne studenckie imprezy. Ale wyobraźmy sobie imprezy masowe na 30-50 tysięcy uczestników. Niech będzie to mecz piłkarski. Jakie środki w postaci policji i ochrony trzeba na takie imprezy przygotować? I ile na takich imprezach jest burd ulicznych i pozastadionowych? A ile jest spontanicznych imprez, zwoływanych przez np. Facebooka w Polsce? Podobnie z dużymi imprezami masowymi z koncertami.

Wedle takiej miary to na Kortowiadzie jest bardzo spokojnie i bezpiecznie. Na dodatek jest relatywnie bardzo małe zaangażowanie policji (za pieniądze podatnika). Oczywiście, wolałbym aby na Kortowiadzie nie było żadnych incydentów, nawet tych drobnych. Ale przykładajmy do tego właściwe porównanie. Jeśli jest coś nie tak, to studenci nie odbiegają negatywnie od całego naszego społeczeństwa. Raczej są powyżej średniej przeciętnej (w pozytywnym aspekcie).

Narzekaniem na kortowiadowe bachanalia chyba chcemy zagłuszyć własne wyrzuty sumienia, że całe młode pokolenie pozostawiliśmy samych sobie. Daliśmy złudne nadzieje na awans społeczny i instrukcję „zrób sobie sam”.
źródło: blog Stanisława Czachorowskiego

Komentarze (0) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB