Poniedziałek, 23 października 2017

Psy uśmiechają się ogonem

2014-10-08 12:00:00 (ost. akt: 2014-10-08 15:47:54)

Autor zdjęcia: Arch. prywatne

Podziel się:

Małgorzata Kalicińska, pisarka o swoim zwierzakach.

Jakie zwierzęta ma pani w domu?
— Od wielu lat jestem posiadaczką dobermana na krótkich nóżkach, czyli jamniczki. Wabi się Fiśka. Pochodzi zresztą z olsztyńskiej hodowli. To jest jedyny mój pies z hodowli, takie
spełnienie marzenia. Zwykle zwierzaki były brane z przytułków.

Czym się różni psiarz od kociarza?
— Trudno powiedzieć. W zasadzie całe życie wychowałam się z psami. Byłam przeświadczona, że koty należą do zupełnie innej kasty. Ale kiedyś przez wiele lat biegały w naszym domu... dwa
koty. Pod wieloma względami koty są podobne do psów. Wymagają opieki, uwagi i troski. A to,
że te zwierzęta okazują nam w zupełnie inny sposób swoje zainteresowanie, trzeba po prostu
zaakceptować. Psy uśmiechają się ogonem i... całym ciałem, koty gdy chcą, to się „miziają”, mruczą, tulą, wszelkie inne jakieś ptaszki czy chomiki pewnie też jakoś okazują sympatię. Nie fascynowały mnie ani rybki, ani chomiki, natomiast kiedyś hodowałam szczurzankę. To było fantastyczne doświadczenie.

Na czym polegała jej wyjątkowość?
— Dostałam ją jako maleńką myszeczkę. Wychowała się w moim rękawie. Spała sobie tam jak w hamaku. Kiedy się budziła, przez rękaw pod pachą wychodziła na dekolt. I w tym dekolcie wisiała jak kobieta w oknie, bacznie rozglądając się dokoła. Potem, jako dorosła, zaczęła nas zaskakiwać. Swoją inteligencją, czystością. Lubiła się kąpać. Kiedy wpuszczaliśmy ją na stół, nigdy nie weszła na żaden talerz. Zawsze krążyła pomiędzy nimi. Brała sobie coś do jedzenia, po czym wracała do swojego kącika i kulturalnie jadła. Każdy jadł kolację w swoim miejscu. Byliśmy z nią bardzo zżyci.

A jak w pani domu zachowywały się psy? Były równie kulturalne?
— Od kołyski do późna w moim domu były zawsze duże psy. Jako maluch traktowałam psa jak starszego brata, a on o mnie dbał, dał wyjadać z miski... Kiedy miałam już piętnaście lat, to był już dla mnie, dla odmiany, młodszy brat. Pies zawsze sobie tworzy hierarchię. Mój ojciec był samcem alfa, mama – samicą beta, która karmi. Ja byłam tą... siostrą, która drapie, ko-
cha, wyprowadza na spacer i „się kumpluje”, a czasem trzeba mnie obronić przed jakimś pijaczkiem. Każdy nasz pies był u nas na prawie członka rodziny. No bo jak inaczej?

Komentarze (0) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB