Piątek, 14 grudnia 2018

To kowalka zakochana w Warmii

2015-03-07 12:00:00 (ost. akt: 2015-03-06 15:30:19)

Autor zdjęcia: Arch. prywatne

Podziel się:

— Fatalnie, że baba do kowalstwa trafiła i kwiatki wykuwa w metalu — to słowa pani Magdy, która zajęła się zawodowo kowalstwem artystycznym.

Wszystko zaczęło się w dzieciństwie. Kiedy jej koleżanki bawiły się lalkami, ona lutowała cyną różne blaszki i druciki. Później było liceum plastyczne w Gdyni, gdzie trafiła do klasy metaloplastyki. Szukając praktyki trafiła do kuźni.
— Wtedy zrozumiałam, że przepadłam z kretesem. Z zachwytem przyglądałam się wszystkim narzędziom i z zapartym tchem obserwowałam, jak ze stali można formować cudowne przedmioty — opowiada Magdalena Martusewicz. — I tak, dzięki ciężkiej pracy, stałam się kowalem. Do kowalstwa wciągnęłam też męża.


Wiecznie usmarowana


Jej zajęcie wzbudza zdziwienie. Jak mówi pani Magda, kobieta-kowal budzi podobne emocje, jak kobieta z brodą. Postać z cyrku itd.
— Śmiejemy się z mężem, że reporterzy będą nas wciąż dopytywać — jak to się stało, że taka drobna i chuda kobieta wybrała tak trudny zawód. Moja mama też czasem załamuje ręce i mówi: „córko, może byś ty lżejszą pracę znalazła?”. Trochę ją rozumiem. W kuźni człowiek jest nieustannie usmarowany. Mężowi jest łatwiej, bo ma brodę i nie widać, że ciągle jest brudny na twarzy.

Na warmińskim wzgórzu


Dużą kuźnię wybudowali na warmińskich polach. Mieszkają w Kotowie, daleko za wsią, z widokiem na warmińskie wzgórza i lasy. Cała rodzina, w tym synowie — 14-letni Henryk i 10-letni Joachim, zarażona jest miłością do tych terenów.
— Mój mąż pochodzi z jednej z okolicznych wsi, a ja przyjeżdżałam w te tereny do swoich dziadków na wakacje. Kupiliśmy stary, zniszczony dom i zostaliśmy na stałe — mówi pani Magda.
Teraz w kuźni razem z mężem stanowią zgrany duet. Do kowalstwa garnie się też młodszy syn.
— W tej pracy trzeba trochę siły, ale bardziej pracuje się głową. Trzeba mieć ogromną wyobraźnię przestrzenną. Kiedy pracuję, natychmiast widzę, jak jeden pręt musi nachodzić na kolejny, by dać efekt — opowiada kowalka. — Praca w kowalstwie jest fascynująca i pełna inspiracji. Wciąż odkrywa się coś nowego.

Kowalka w ogrodzie


Kuźnia jest w tej chwili najbardziej wypielęgnowanym budynkiem w gospodarstwie. Konkuruje z nią ogród, który jest dumą gospodyni. Ogromny warzywnik, sad ze starymi warmińskimi jabłoniami, porzeczkami, malinami i innymi krzewami owocowymi.
— Uprawianie warzywnika to na wsi rzecz niezbędna. Dzięki niemu mamy zapasy na całą długą zimę. Nie może być inaczej. W domu mam trzech mężczyzn do wykarmienia — śmieje się pani Magda. — A do sklepu jest daleko, bo kilka kilometrów. A kiedy zimą drogi zawieje śnieg, to nie można jak w mieście wyskoczyć po coś do sklepiku. Trzeba być samowystarczalnym. Poza tym uwielbiam kontakt z naturą, rośliny. To mój kolejny konik. Nie wyobrażam sobie życia bez grzebania w ziemi. Kiedy stare jabłonki rodziły mało owoców postanowiłam je ratować. Odcinałam małe gałązki i szczepiłam na młodych drzewkach.
Mieszkamy w Kotowie już trzynaście lat. Praca w ogrodzie jest dla niej odskocznią od szarego świata, który nieodmiennie króluje w kuźni. Magda kowalka chwali się też, że jej praca zdobi dziś jeden ze skwerków w Lidzbarku Warmińskim.
— Chciałam, by moja rzeźba poszła w świat. I to się spełniło. Dziś moja ogrodniczka stoi na jednym ze skwerków w mieście i haczkuje w klombiku — nie kryje dumy Magdalena Martusewicz

Komentarze (0) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB