Piątek, 14 grudnia 2018

Kobiety nie pucują już domów do błysku, wolą ten czas poświęcić swoim bliskim

2015-09-07 10:08:07 (ost. akt: 2015-09-07 10:12:09)
Urszula Witkowska, blogerka

Urszula Witkowska, blogerka

Autor zdjęcia: Grzegorz Czykwin

Podziel się:

Szczęście rodziny nie zależy od równo poukładanych ubrań w szafie czy nieskazitelnie czystych firanek. Co chcesz zapamiętasz z dzieciństwa swoich dzieci? Ciągłe szorowanie kanapy czy długie rodzinne eskapady? Wybór należy do ciebie.

W życiu Agnieszki, obecnie mamy prawie 2-letnich bliźniaków i czterolatka wszystko było uporządkowane do momentu, kiedy na świecie pojawiły się dzieci.
— Jasne, że zdarza mi się rozgarniać zabawki i w ten sposób torować przejście przez pokój — śmieje się Agnieszka. — Kiedyś może wzbudziłoby to mój protest, dziś wiem, że trzeba na to spojrzeć z dystansem. Z trójką dzieci jestem skazana na porażkę. Nie chcę, by dzieci widziały tylko plecy mamy, która godzinami stoi w kuchni i myje naczynia. Sprzątam więc na tyle, na ile się da. Siadam na podłodze, która nie jest nieskazitelnie czysta. Ale co z tego? Dzieci mają mieć szczęśliwą, a nie zrzędzącą mamę, bo w domu znów jest bałagan. Szczęśliwe mamy mają stertę ubrań do prasowania i zlew pełen naczyń. Za parę lat dzieci będą większe, nie będą już robić takiego bałaganu i wszystko ponownie da się ogarnąć.

Pani Agnieszka podkreśla, że czas, kiedy dzieci są małe jest po to, by w rodzinie budować prawdziwe więzi. Trzeba poświęcić im czas, by mieć z nimi prawdziwą, szczerą relację. Nie stworzy jej matka, która sadza dziecko przed telewizorem, a sama sprząta mieszkanie, gotuje, prasuje. Wieczorem jest jednym kłębkiem nerwów.
— Ostatnio w czasie urlopu zajęłam się porządkiem w pokoju dzieci. Poukładałam książeczki, układanki, samochodziki, zabawki. Każde miało swój pojemnik, z konkretnymi przedmiotami — opowiada. — Minął tydzień. Znów szukamy kolejnych elementów układanki w różnych pudełkach. Po mojej pracy nie został ślad. I co mam strofować dzieci? Nie. Wiem, że i tak jestem skazana na porażkę. W pewnym momencie trzeba odpuścić.
Małgorzata, mama 8-letniego Patryka ma z kolei w domu nieskazitelny porządek. Wypucowane podłogi, poukładane zabawki, czyste firanki.
— Nie pracuję, więc kiedy zawożę syna do szkoły wracam i robię porządki. Zwykle zajmuje mi to kilka godzin. Potem przygotowuję obiad, jadę po dziecko i mamy czas dla siebie — opowiada Małgorzata. — Pewnie to wszystko by się zmieniło, gdybym miała stałą pracę. Wtedy na taką pedanterię nie miałabym już czasu.

Kobieta nie musi być we wszystkim perfekcyjna. Dziś coraz więcej pań nie zgadza się ze stereotypem, że w domu muszą mieć porządek za wszelką cenę.
— Jestem zdeklarowaną bałaganiarą. Dom to dla mnie synonim szczęścia, swobody, spokoju ducha, poczucia bezpieczeństwa i akceptacji, ale też dawania sobie prawa do odmiennego zdania, gorszych dni, do emocji i ich przeżywania. To miejsce, o którym decydujemy sami — podkreśla Urszula Witkowska, blogerka. — W naszym domu bałagan to stan naturalny, a składa się na niego dzielona przez mojego narzeczonego miłość do książek i pasja ich zbierania. Składają się przedmioty pozostawiane przez przyjaciół, gości, wszechobecność naszych dwóch kotów, nadaktywność naszego psa, moja awersja do zmywania naczyń… Ja się po prostu źle czuję w miejscach, w których śnieżnobiały obrus ostrzega przed poplamieniem, książki pod linijkę, bez zagiętych rogów, wszystkie na regałach. No i ręczniki przeprasowane, złożone w kosteczkę, w które aż żal wytrzeć nawet umyte dłonie. Nie, to nie mój świat.
Czasem Ulę łapią wyrzuty sumienia, ale szybko przychodzi refleksja.

— Myślę, a co jeśli miałabym jutro umrzeć, a dziś akurat jest sobota? I wiem, że wolę jechać na spontaniczną wycieczkę z przyjaciółką niż myć okna i pastować podłogi. Bo jeśli jednak przeżyję to jutro, to zyskam cudowne wspomnienie, do którego w trudnych chwilach będę wracać po pokrzepienie — dodaje Ula. — W najgorszym razie ktoś mnie uzna za marną panią domu, nieradzącą sobie z życiem dziewczynkę, która ma pstro w głowie. Może nawet, o zgrozo, zechcieć mnie „wychować“ bądź „skarcić“. Pewnie będzie mi przez chwilę przykro, ale szybko sobie przypomnę, że nie zależy mi przecież na opinii kogoś, kto tak łatwo etykietuje. Tak więc, jeśli o mnie chodzi, naczynia mogą poczekać.
Kajot


Komentarze (0) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB