Sobota, 10 grudnia 2016

Nie ma bezpiecznych stron. Pedofil zawsze ukryje się w sieci

2016-02-09 11:53:05 (ost. akt: 2016-02-09 12:02:47)

Autor zdjęcia: archiwum prywatne

Podziel się:

Znają go wszyscy. Jedni podziwiają, inni nienawidzą. Krzysztof Dymkowski, najsłynniejszy w Polsce łowca pedofili, radzi jak chronić dziecko w sieci.



— Prowadzi pan rejestr pedofilii, którzy wpadli dzięki panu?



— Pewnie. Wszystkie dane przekazuję policjantom. Wiem, że w ciągu pół roku wpadło ok. 55 pedofili. Jasne, że nie o wszystkich przypadkach wiem, bo policja nie może udzielać takich informacji. Ale śledzę media, wiele spraw, tam trafia. 



— Jest pan najsławniejszym w Polsce łowcą pedofilii. A jak to wszystko się zaczęło?



— To było 10 lat temu. Mąż mojej koleżanki przez 5 lat wykorzystał swoją córkę. Ja to poznałem po zmienionym zachowaniu dziewczynki. Powiedziałem o tym, znajomej. Nie chciała wierzyć, mówiła, że matka by wiedziała, że kobieta wie. A jednak. 



— Większość pedofilii znajduje pan jednak w sieci. Co pan czuje trafiając na nich? Czy po czymś takim ma pan jeszcze szacunek do mężczyzn?



— Nie wszyscy mężczyźni są źli. Do tych, którzy zaczepiają dzieci, mam obrzydzenie. To nie są ludzie. To nie są też zwierzęta, bo suka jak zobaczy bezpańskie młode to się nimi zaopiekuje jak swoimi. A ludzie? Wykorzystują słabość i naiwność dziecka. Jak czasem czytam, co oni wypisują na forum, to aż mnie nosi. Pisał do mnie taki zboczeniec, myśląc, że jestem 12-letnią dziewczynką, przekonywał „nie musisz mamie mówić, to będzie nasz sekret”. Mnie nosi dosłownie. Są bezczelni, czują się bezkarni. Ja sam nigdy ich nie zaczepiam, niczego nie proponuję. Piszę tylko „o masz tyle samo lat, co ja”, a on zaczyna proponować „wyślij mi swoje nagie zdjęcie”, wysyła zdjęcie swojego penisa. Tak od razu. Tu nie ma mowy, że ja go prowokuję. W takiej sytuacji od razu kontaktuję się z policją. A co tego, czy to znoszę, to muszę przyznać, że ja jestem bardzo odporny. Osoby, które mają słabą psychikę mogłyby zwariować. Mnie trudno wyprowadzić z równowagi. Pedofilie sugerują, że sam jestem pedofilem, ale ja nie mam nic do ukrycia. Mój komputer też jest sprawdzany. Dostaję też dużo gróźb od nich. Nawołują się w sieci, żeby coś mi zrobić. Ale nie boję się ich, chociaż piszą, że przyjadą i połamią mi ręce i nogi, żebym nie mógł pisać. 



— Tak dla jasności, to nie jest jakaś patologia, doły społeczne.



— Absolutnie nie. Większość złapanych, jakieś 70 % procent to ludzie z wykształceniem, którzy mają pozycję, prowadzą firmy. Nie wiem, czy to przez nadmiar pieniędzy im odbija? Na pewno czują się przez to bardziej bezkarni, myślą, że za pieniądze mogą sobie kupić niewinność.



— Zajmuje się pan tematem pedofilii 10 lat. To zjawisko rośnie?



— Na pewno kiedyś się o tym tyle nie mówiło. Internet dał im narzędzia do ręki. Do mnie piszą ludzie z całej Europy, codziennie dostaję prośby o pomoc. Ale o ile oni dostali narzędzie, o tyle dostały je też służby. Unia Europejska wprowadziła wiele zmian. Nikt z nas nie jest anonimowy w sieci. Programy do zmiany IP to nie wszystko. Każdego da się wytropić.



— A jak już wpadają, to zmienia się ich zachowanie, tracą pewność siebie?



— Niekoniecznie. Potrafią kłamać, próbują przekupstwa. Mówią też często, że zostali podpuszczeni. Że to ja ich prowokowałem, ale ja tego nie robię, przekazuję policji pełny zapis naszych rozmów. Wszystko jest czarno na białym.



— Gdzie oni polują na dzieci? Są w ogóle jakieś bezpieczne strony?



— Czają się wszędzie, na stronach największych portali, są wszędzie, na każdej stronie. I są też wszędzie, jeśli chodzi o środowiska. 18 stycznia pisała do mnie kobieta, której 10-letni syn został zaczepiony przez 26-latka ze służb mundurowych. Policja od razu dostała ode mnie informację i działa. Okazało się, że ma na koncie kilkaset dzieci od 8 lat. 



— W walce ma pomóc rejestr pedofilii. Co pan sądzi o tym pomyśle, żebyśmy wszyscy wiedzieli, gdzie oni żyją?



— Jestem jak najbardziej za. Matki powinny wiedzieć, kto się wprowadza do bloku, żeby mogły chronić swoje dziecko. Do tego powinno pójść zaostrzenie przepisów.



— A jak chronić dziecko w sieci, jeśli są wszędzie?



— Na pewno nie jestem za tym, by ograniczać dostęp do internetu, bo tam jest też wiedza o świecie. Ale trzeba być czujnym, sprawdzać, czy ktoś nie pisze do dziecka. Ojciec i matka powinny być w takiej komitywie ze swoim dzieckiem, żeby wiedzieć, co się dzieje. Dziecko musi mieś pewność, że może im powiedzieć wszystko. 




Komentarze (0) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB