Sobota, 25 listopada 2017

Wybieramy podstawówkę, czyli państwowa kontra prywatna

2016-03-20 12:00:00 (ost. akt: 2016-03-18 18:35:28)

Autor zdjęcia: pixabay.com

Podziel się:

Wybór szkoły nie jest prostą sprawą. Jedni wybierają szkoły publiczne, bo muszą. Inni, bo mogą, wysyłają dzieci do szkół prywatnych. Kto lepiej na tym wychodzi? 



Ojciec uczniów państwowej podstawówki.
— W szkole prywatnej zajęcia z WF-u to pójście na basen, tenis i nie tylko. W publicznej słyszałem o zajęciach z pływania, ale żeby od razu iść w ślady Radwańskiej? Tego byłoby chyba za wiele. W prywatnej często nowocześnie wyposażone sale, a w publicznej? Wiadomo... Co nie znaczy, że wśród nich perełki również się nie zdarzają. 
Z braku funduszy wybieramy więc szkołę na osiedlu, blisko miejsca zamieszkania, publiczną. I co? Miłe zaskoczenie, bo większość kolegów naszego syna już tam jest. To wielki plus uczyć się z kumplem z dzielnicy. W razie czego lekcje ma kto podrzucić i o wspólnych zainteresowaniach można porozmawiać. Mając szkołę w swoim obwodzie, niedaleko miejsca zamieszkania, nie tracimy czasu na dojazdy. A jak wiadomo, czas to pieniądz. W to miejsce możemy więc zawieźć dziecko na zajęcia dodatkowe. No i ta autentyczność. W prywatnej rodzic płaci i wymaga, a nauczyciel to realizuje. Ile ma więc do powiedzenia ten ostatni?

Matka ucznia prywatnej podstawówki.
— Zacznę po kobiecemu, czyli od końca. Czasy płacę więc wymagam, a moje dziecko dostaje szóstki za to, że czesne wpłynęło na konto, moim zdaniem już minęły. Przynajmniej w mojej szkole nie ma tego zjawiska. Choć przyznaję uczciwie kiedyś też tak myślałam o prywatnych szkołach. I też uważałam, że pewnie płaci się za oceny. Po kilku miesiącach jestem pewna, że nie, że płaci się zupełnie za coś innego. I choć trzeba zrezygnować z innych rzeczy, żeby zapłacić za szkołę, uważam, że warto. W naszej szkole dzieci naprawdę pracują, chociaż prace domowe dostają tylko raz na tydzień. Rozwijają nie tylko wiedzę, ale i pasje, bo oprócz lekcji mają mnóstwo zajęć dodatkowych, na miejscu. Jeśli wspominasz o oszczędności czasu, to jestem pewna, że zdecydowanie bardziej oszczędzam go ja. Dlaczego? Bo dziecko nie przesiaduje w świetlicy. Lekcje zaczyna zawsze rano, a później ma zajęcia dodatkowe. Poza tym nie muszę się martwić, czy coś zjadło, bo poza obiadem ma drugie śniadanie, porcję owoców, podwieczorek. 
Jakbyśmy zsumowali wszystko, co moje dziecko dostaje w ramach czesnego, nie wyszłoby wcale, że moja szkoła jest droższa od twojej. A przy tym jest kolorowa, bezpieczna, przystosowana do wieku i nie anonimowa. A i jeszcze fajnych dzieciaków, którzy idealnie nadają się na kumpli, też w niej nie brakuje. Dzięki czemu można mieć i przyjaciół z sąsiedztwa i ze szkoły.

Wojciech Kosiewicz

Anna Szapiel-Danylczuk




Komentarze (1) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. edek #1958418 | 109.241.*.* 20 mar 2016 19:31

    Ocena rodziców jest subiektywna. Warto sprawdzić wyniki. Poza tym istotny, prócz kadry, jest też sam dobór uczniów. Obecnie w wyniku niżu demograficznego szkoły walczą o ucznia, ale czy "eksperymenty" wychodzą na dobre samym uczniom? Osobiście przenoszę córkę z jednej szkoły do innej - na innym osiedlu. Po pierwsze ze względu na tworzoną klasę żeglarską (córka już drugi rok trenuje żeglarstwo), a po drugie, właśnie ze względu na to, że dzieci zdecydowanie za mało przerabiają materiału. Wiele stron w książkach jest pomijanych (nie opracowywanych) na lekcji. To bardzo źle.

    Ocena komentarza: warty uwagi (1) ! - + odpowiedz na ten komentarz