Sobota, 21 września 2019

Ile kobiet, tyle twarzy macierzyństwa...

2016-05-25 11:29:24 (ost. akt: 2016-05-25 11:30:54)

Autor zdjęcia: Pixabay

Podziel się:

Bycie matką to najważniejsza i największa ze sztuk. Takie wrażenie mamy po wysłuchaniu kilku opowieści mieszkanek Olsztyna, które podzieliły się z nami refleksjami o swoim macierzyństwie. Każda z nich przeszła inną drogę, a łączy je miłość do dzieci.

Jak Anna Pac wyobrażała sobie rolę matki? Rozmawiamy przez telefon w samo południe, kiedy ona jeszcze jest w piżamie i bez makijażu...
— Wiedziałam, że nie będzie łatwo, chociaż trudno mi było to sobie wyobrazić — mówi matka trojaczków z Olsztyna. — Każdy z chłopców potrzebuje tego, abym poświęcała mu jak najwięcej uwagi. Szczególnie ciężkie są noce, kiedy często się budzą.
Pani Anna potwierdza, że bycie matką to nie lada sztuka. W domu trzeba wszystko ogarnąć, bo, wiadomo matka to także pani domu, nie może zapominać również o swoim mężu. Cały jej dzień kręci się jednak wokół dzieci.
— Wstają o piątej, a ja razem z nimi — opowiada. — Trzeba ich przewinąć i dać kaszkę. Nie zawsze śpią w tym samym momencie, więc nie mam zbyt wiele czasu dla siebie.
Wyjście do lekarza jest dla niej wielką wyprawą. Wszystko u niej musi dziać się szybko. Szybko więc ubiera dzieci, aby pierwszy syn się nie zgrzał, kiedy skończy ubierać trzeciego. Musi szybko znieść ich na dół, aby ten, który jest jest już w wózku, zbyt długo nie czekał sam...
— Jednak ich uśmiech, gaworzenie i postępy, jakie robią z dnia na dzień, wynagradzają mi wszystko — opowiada.

Łatwiej wychowywać matce trójkę dzieci, kiedy ma wsparcie męża. A co z samotnymi matkami? Przecież ich również wokół nas nie brakuje. Jak dziś wygląda ich rola i jak radzą sobie z rzeczywistością?
— Od kiedy nie pracuję, jest mi bardzo ciężko — opowiada Beata Borowska z Olsztyna. — Z kolei jak pracowałam, to nie otrzymywałam wielu świadczeń, bo miałam za wysoki dochód na dwie osoby.
Pani Beata wychowuje samotnie 15-letniego syna. Jak mówi, stara się z nim rozmawiać i tłumaczyć mu, że nauka tak naprawdę jest dla niego i jak się przyłoży, to będzie miał lżej w życiu.
— Ja nie miałam szans kształcić się dalej, bo w domu było ciężko — opowiada. — On jest jedynakiem i staram się na tyle, na ile mogę, dać mu wszystko. I chodzi nie tylko o pieniądze. Każdego dnia powtarzam mu, że jest najważniejszą osobą w moim życiu...
Pani Beata zawsze chciała być nie tylko dla niego matką, ale osobą, do której może zwrócić się z każdym problemem. Czy ma jakieś obawy?
— Mój syn jest tak pozytywnie nastawiony do ludzi, że nieraz obawiam się, aby go w życiu ktoś nie skrzywdził, tak jak ja tego doświadczyłam — mówi. — Bo jak to się mówi, kto ma miękkie serce...

Agnieszka Maliszewska z Olsztyna jest z kolei matką dwóch nastolatek i ośmiolatka. Czy jej wizja bycia matką się spełniła?
— Od kiedy zobaczyłam swoje pierwsze dziecko na oczy — opowiada. — Jestem z rodziny wielodzietnej i opiekę nad dziećmi wyniosłam z domu.
Teraz przed nią czas dojrzewania... córek. Przyznaje, że nieraz nie jest łatwo się porozumieć, ale daje radę. Stara się, aby dzieci miały swoje wizje na przyszłość, aby mogły kiedyś wiele osiągnąć.
— To są jeszcze dzieci, więc tak naprawdę nie wiedzą, co będą robiły w przyszłości — mówi. — Staram się pokazać im pasje i zainteresowania.
Tak w ogóle to uwielbia spędzać z nimi czas. Wie, że jest dla nich autorytetem. Wielką radość sprawiła jej córka, która w szkolnym wypracowaniu napisała, że chciałaby być taka jak mama.
— Aż w oku zakręciła mi się łza — mówi pani Agnieszka. — To jest dla mnie najważniejsza nagroda.

Anna Zdanowska-Ruskań jest olsztyńskim lekarzem i matką dwójki dorosłych dzieci. Jako pediatra dobrze wie, jak ważną rolę pełni matka w rozwoju dziecka.
— Jej odpowiedni stosunek rzutuje na przyszłość dziecka — mówi. — Kiedy dobrze się nim zajmuje, sama obserwuję, jak podczas badań jest spokojniejsze, ufne w stosunku do rówieśników oraz innych osób.
Pani Anna wychowując swoje dzieci, traktowała je w sposób partnerski, ale kontrolowany. Pozwalała im na wiele rzeczy, ale ostatni głos należał do niej lub do ojca dziecka.
— Moja córka również wybrała medycynę — opowiada. — Skoro wybrała ten sam zawód, to znaczy, że nie była w dzieciństwie nieszczęśliwa. Syn też w którymś momencie żałował, że nie poszedł na medycynę i to mimo wielu wyrzeczeń, jakie niesie ze sobą ten zawód. Te wyjazdy, konferencje, ciągła nauka. Nieraz im mnie brakowało. Myślę jednak, że ważna jest jakość czasu spędzonego z dzieckiem, a nie jego ilość.

Czy matki za to, co zrobiły i robią dla swoich dzieci, są doceniane? Nie chodzi tu o stawianie pomników, tylko zwykłą życzliwość.
— Przez męża jestem doceniana, bo on widzi, co ja takiego robię — mówi Anna Pac. — Myślę jednak, że kobiety nie do końca są doceniane w społeczeństwie. Znam przypadki, kiedy mąż potrafi powiedzieć kobiecie: przecież ty niewiele robisz, zresztą jesteś na urlopie macierzyńskim... A ona przecież ma wiele pracy nawet wówczas, kiedy siedzi w domu nawet z jednym dzieckiem.
Czy w związku z tym rola matki jest najważniejsza?
— Dla mnie moja mama była najważniejsza i nadal jest, i tak samo uczę mojego syna, ale ja tak naprawdę mogę wypowiedzieć się jako samotna matka — mówi Beata Borowska. — Nie powiem, że ojciec nie jest ważny w życiu dziecka, ale to matka jednak jest mu bliższa...
— Rola matki? — dopytuje Agnieszka Maliszewska. — To największa z życiowych ról, bo dzieci są najważniejsze. Można mieć wiele pasji, ale nic z nią nie można porównać.
— Można spełnić się i w trudnym zawodzie, i być matką — mówi z kolei Anna Zdanowska. — Życie musi mieć jednak swój rytm. Jak sięgam pamięcią, u nas w każdą niedzielę zawsze był czas na wspólny rodzinny obiad. To był taki rytuał.
Wojciech Kosiewicz

Komentarze (0) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB