Sobota, 5 kwietnia 2025

Rzucanie stalowymi kulami do drewnianej „świnki”

2017-02-26 12:00:00 (ost. akt: 2017-02-24 19:59:19)

Autor zdjęcia: UM Biskupiec

Podziel się:

Kiedy bliżej wiosny, Andrzej Olczak, biskupiecki animator gry w bule francuskie, wygląda tęsknie przez okno. Widać stąd placyk z torami do tej gry. W marcu będzie generalnie porządkowany.

— Co roku zatrudniamy w tym celu osoby z robót interwencyjnych — wyjaśnia pan Andrzej, czynny stomatolog z zawodu. — Trzeba usunąć z placu każdą niepotrzebną trawkę, każdy kamyk.
Pan Andrzej jest kipiącą pomysłami osobą. Na studiach udzielał się w kabarecie studenckim, pisał też teksty. Pozostała mu pasja pisania fraszek i wierszy satyrycznych. Organizuje też w Biskupcu rozgrywki brydżowe, w tym roku jubileuszowe, bo już dwudzieste.
Oczkiem w głowie pana Andrzeja, choć szczerze przyznaje, że niewiele osób zdołał tym w Biskupcu zarazić, są francuskie bule, gra szczególnie popularna wśród zachodniej arystokracji i ludzi biznesu, ale i w miarę, jak koszt buli jest coraz niższy i wśród zwykłych ludzi. Poznał grę przed laty, będąc z córką na wczasach.
— To było na Wyspach Kanaryjskich — wspomina. — Graliśmy właśnie w tenisa, kiedy zerwał się wiatr i uniemożliwił grę. Patrzę, a na placyku niedaleko kilka osób rzuca jakimiś kulami. Widząc moje zainteresowanie, zaproszono mnie do gry, wyjaśniono zasady. Okazała się niezbyt nieskomplikowana. I wygrałem w parze z jednym Francuzem! Jako stomatolog rękę mam pewną!
Pora na zasady. Bule to francuska gra towarzyska, wymyślona w 1910 roku, połączona z elementami zręcznościowymi, popularna zwłaszcza w południowej Francji i krajach europejskich nad Morzem Śródziemnym. Rozgrywana jest jako dyscyplina nie olimpijska w ramach World Games, ale trwają starania, by pojawiła się na olimpiadzie. Bule trafiły do nas w początkach lat 70. W polskiej federacji jest zrzeszonych ponad 25 klubów, grę uprawia kilka tysięcy zawodników. Jest liga, rozgrywane są turnieje.
— Kiedy przywiozłem bule do Biskupca i wyjaśniłem zasady gry, zrobiono wielkie oczy! — wspomina pan Andrzej. — Brydż, piłka nożna, to tak, ale jakieś tam bule? Nie przyjmie się, prorokowano.
Ale się przyjęło, chociaż nie w takim zakresie, o jakim marzy sobie jej popularyzator. Na zestaw do gry w bule składa się dużych ośmiu stalowych kul i jednej małej z drewna, zwanej "świnką". Rozgrywka, z udziałem dwóch liczących dwie osoby drużyn, odbywa się na liczącym 16 metrów długości placu pozbawionym trawy, na przykład na utwardzonym piasku. Polega na rzucaniu z wytyczonego okręgu kulami w kierunku "świnki". Punkty zdobywa drużyna, w zależności ile jej dużych kul znajdzie się najbliżej małej. Zwycięża ta, która pierwsza zdoła uzyskać 13 punktów.
— Uznałem, że to gra dla wszystkich, bez względu na wiek! — wspomina pan Andrzej. — Chodzi mi o to, żeby wyciągnąć ludzi z domów. Kule, produkcji zachodniej, przywiozłem ze sobą. Potem zacząłem szukać producenta u nas, aż dotarłem do Bumaru. I oni mi je wykonali, bodajże za 800 złotych. A potem bule zaczęto produkować też w Polsce. Obecna cena jest o połowę niższa.
Pierwszy raz zorganizował turniej na boisku piłkarskim, na żużlu. Po zawodach zawodnicy byli umorusani jak nieboskie stworzenia. Potem biskupieckie władze udostępniły na plac miejsce niedaleko parku nad Dajną. Przy przygotowaniu dwóch torów pracowali bezrobotni i sami pasjonaci. Najważniejszy w roku jest turniej o Puchar Burmistrza. Ale odbywają się również na torze przy Szkole Podstawowej nr 2 w Biskupcu oraz w gminie, na przykład w Biesowie, gdzie też powstał tor oraz na torze w Najdymowie.
— Są nawet turnieje sołtysów! — śmieje się pan Andrzej. — Sam brałem w takim udział, jako "przyszywany" sołtys Olczak.
Nagrodami są puchary, dyplomy oraz wyroby gastronomiczne, na przykład. . . golonki. Każdy turniej to okazja do prezentacji sołectw. Ustawiają wtedy swoje stoiska, gdzie można kupić wyroby wiejskiej kuchni. Cały dochód jest przeznaczony na potrzeby wioski, ale nie tylko. Od czasu do czasu przeprowadza się zbiórki charytatywne.
— Chciałoby się, żeby w bule grało jak najwięcej osób, ale zdaję sobie, że popularyzacja tej gry w województwie napotyka trudności, ponieważ jest dla nas w tradycji obca — ubolewa Andrzej Olczak. — Ale ja jestem uparty i postawię na swoim. I wy będziecie też grali!
Władysław Katarzyński

Komentarze (0) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB