Czwartek, 23 listopada 2017

Bałaganisz? Uważaj, twój sąsiad czuwa

2017-05-17 12:00:00 (ost. akt: 2017-05-18 11:18:15)
Bezkarni śmieciarze są nadal problemem wielu olsztyńskich osiedli

Bezkarni śmieciarze są nadal problemem wielu olsztyńskich osiedli

Autor zdjęcia: Beata Szymańska

Podziel się:

W tym roku Dzień Bez Śmiecenia obchodziliśmy pod hasłem #ChceMiSie. To miała być zachęta do segregacji. Choć wiele się zmieniło, wciąż na naszych osiedlach można spotkać tradycyjny, stary, swojski bałagan. Postanowiliśmy sprawdzić, gdzie w Olsztynie naprawdę jest czysto, a gdzie wciąż jeszcze Dzień Bez Śmiecenia powinien obowiązywać każdego dnia.

Każdego porządnego człowieka obowiązuje etykieta. Wśród jej zasad znajdziemy i te dotyczące zachowania w miejscach publicznych, w tym nieśmiecenie. Tylko teorię to my znamy, ale kiedy nikt nie widzi, taszczymy na plecach starą wersalkę i podrzucamy ją pod... cudzym śmietnikiem. Wyrzucamy niedopałki papierosów, papierki od cukierków, gdzie bądź. No przecież to ktoś sprzątnie. A jak nie sprzątnie?

To zapraszamy na spacer po olszyńskich osiedlach.

Zacznijmy od Brzezin. Przewodnikiem jest Jan Kopytowski, przewodniczący rady osiedla.

— W przypadku naszego osiedla, wciąż widać osobę, która idzie na przystanek z workiem śmieci, a po drodze wyrzuca go albo do kosza obok przystanku, albo na skarpę. To problem właścicieli domów, którzy wynajmują pokoje, ale nie zabezpieczają np. drugiego pojemnika na odpady. Ktoś płaci za wynajem, ale nie ma co zrobić ze śmieciami. I z konieczności wyrzuca, gdzie popadnie — opowiada przewodniczący rady osiedla.

Pan Jan nie ma problemu ze skazaniem też, gdzie jest najgorzej. To przejście z Brzezin do galerii handlowej i nad rzeką, gdzie spotykają się ludzie. Ale ma też sposób na poprawę zachować. 

— Każdego roku organizujemy akcję sprzątania, w której biorą udział mieszkańcy. Po niej jest ognisko, grill, by wszystko to miało również aspekt edukacyjny, by wpajać dbałość o porządek. Chodzi o to, by uświadomić, ale też zawstydzić, że ktoś musi sprzątać za czyimś płotem — przekonuje.


Co na to władze osiedla Generałów? Przewodniczący Kacprzycki bardziej zdecydowanie chciałby nauczyć moresu brudasów.

— Największym problemem są nieodpowiedzialni palacze, którzy zamiast niedopałek wrzucić do kosza, porzucają go w trawie albo na chodniku. Do nich dołączają właściciele psów. Psie odchody nie są posążkiem ani małą architekturą. Wiosną na naszym osiedlu nie można przejść, by w coś nie wdepnąć. Tutaj ważna jest edukacja, ale też bardziej skuteczna działania ze strony służb porządkowych. Nic tak nie przemawia, jak mandat za kilkaset złotych. Niby każdy wie, że nie można śmiecić, że po psie trzeba sprzątać, ale dziwnym trafem nikt tego nie robi. Mamy monitoring, kamery. A może takiemu delikwentowi zafundować godziny prac społecznie użytecznych? Kiedy przez kilkadziesiąt godzin będzie sprzątał ulice bądź usuwał psie odchody, na pewno zapamięta to do końca życia — proponuje przewodniczący Kacprzycki i trudno się z nim nie zgodzić. Czekamy zatem na efektu usunięcia psich rzeźb.

A póki co może wybierzmy się na Osiedle Grunwaldzkie, bo jego przewodniczący uważa, że stan czystości na jego osiedlu jest zadowalający. 

— Miasto dba o porządek, są jednak miejsca, które są lokalnymi wysypiskami śmieci. To na przykład okolice ogródków przy Zyndrama z Maszkowic czy zaplecze bloków Na Skarpie. Jesteśmy w stałym kontakcie ze strażą miejską, ale rzadkością jest to, że odnajdzie się sprawcę zaśmiecania. I choć służby komunalne odbierają śmieci wielkogabarytowe, odpady po remoncie, to niestety co chwilę lądują one w rowie. — ocenia Turowski. 

W Śródmieściu mają podobny problem. 
— Ludzie nie przestrzegają terminów wywozu np. śmieci wielkogabarytowych — wskazuje Jerzy Gąska, przewodniczący ze Śródmieścia. — Na szczęście zabiera się je również poza terminami. Nie zmienia to faktu, że w opłakanym stanie są śródmiejskie, wewnętrzne podwórka. Tam, gdzie nie zapuszcza się przeciętny turysta. Ale to chyba syndrom nie tylko Olsztyna, ale także wielu innych miast.

Czyli znów można czuć się usprawiedliwionym, bo nie wiedziało się, kiedy odbierają wielkie śmieci? Albo wytłumaczyć się przyzwyczajeniem?
— Przy ulicy Kopernika był duży plac, gdzie zawsze stały pojemniki. Ludzie przyzwyczaili się i wciąż wyrzucali tam śmieci, nawet kiedy ich już nie było. Z przyzwyczajenia. Dziś jednak jest już w miarę dobrze. Na jak długo nie wiem. Czasem ktoś coś wyrzuci, potem kolejny i zaczyna się kaskada śmieciowa. Najgorszym miejscem jest wciąż Plac Pułaskiego, gdzie lokatorzy są niezdyscyplinowani — mówi Ryszard Szymański, przewodniczący rady Osiedla Kętrzyńskiego.


A może jednak zamiast wytłumaczenia poszukać informacji, sposobu, metody? Albo wręcz zrobić coś, by sytuację zmienić?

— Zawsze warto to zrobić. To kwestia zaangażowania i kultury. U nas też były pojemniki do segregacji, potem zniknęły, ale interweniowaliśmy i wróciły. Warto, naprawdę warto! — przekonuje pani Danuta, mieszkanka Śródmieścia. — Najłatwiej powiedzieć, taka nasza kultura i nic nie robić, tylko wtedy zarośniemy! 
Może więc warto nie tylko nie śmiecić, ale też sprzątać po innych i zwracać im uwagę?

Czujność mieszkańców czasem pomaga. Kobieta z Zielonej Górki zrobiła zdjęcie auta, które podrzucało gruz do lasu. Dzięki jej reakcji udało się ukarać bałaganiarza. Jednego bo jednego, ale zawsze.

Przewodnicząca Dajtek — Lucyna Koper uważa, że udało jej się opanować dzikie wysypiska. Mówi, że najsilniejszą bronią w walce z zaśmiecającymi jest kiedy mieszkańcy pilnują siebie wzajemnie. I wstyd, by nie zostać przyłapanym na zaśmiecaniu, działa lepiej niż mandaty. A tak w razie czego, na wstępie do lasu przy ulicy Kłosowej stanęła tablica z napisem, że teren jest monitorowany. Na razie działa.

Co jeszcze może pomóc? Na pewno nie stwarzanie wymówek do śmiecenia.

— Pocieszam się, że wkrótce ruszy rewitalizacja Górki Jasia i zniknie tamtejszy bałagan. Będą ławeczki, skatepark, strefa dla dzieci, zagospodarowane oczko. Przy Zamenhofa mamy plac zabaw i trzeba dostawić tam kosze, bo wciąż są tam śmieci. Ale liczę, że o zadbany teren ludzie bardziej zadbają — nie traci nadziei Elżbieta Osenkowska, przewodnicząca rady osiedla Podleśna.

Bo ważne jest to, by chcieć, by czuć się odpowiedzialnym za to, co się za sobą zostawia. Przed mieszkańcami Kortowa najtrudniejszy tydzień. Wraz z liczbą uczestników juwenaliów rośnie też liczba odpadków.

— Wydaje się, że czysto. Ulice pozamiatane, może moglibyśmy mieć jakieś uwagi co do koszenia traw. Zaplanowane są trzy, cztery w ciągu sezonu, tutaj byśmy życzyli, byśmy robili to bardziej systematycznie i dokładnie. A Kortowiada? Trzeba uzbroić się w cierpliwość. Obecnie wynajmuje się służby, które zajmują się sprzątaniem. Wszyscy znają swoje obowiązki i naprawdę nie jest źle — mówi Jolanta From, przewodnicząca rady osiedla Kortowo.

To jak? Kogo by nie zapytać, wszyscy chcieliby żyć w czystym otoczeniu. Nikt nie chce spacerować czy opalać się wśród śmieci, odchodów czy mając przed oczami stare graty, więc może sprawmy po prostu by ich tam nie było. Nie wystawiajmy ich. Nękajmy służby, radnych osiedlowych i niezdyscyplinowanych sąsiadów. Niech wiedzą, że nie ma zgody na bałagan.
Co wy na to? A może ktoś z was ma receptę na wprowadzenie porządku? Piszcie do nas. 

Czekamy na sygnały, jak wyglądają wasze ulice, podwórka, skwery. Czekamy na zdjęcia tego, co wymaga zmiany i tego, co już się udało zrobić.

Komentarze (0) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB