Czwartek, 19 października 2017

Rośnie liczba zgłaszanych przypadków przemocy domowej w Olsztynie i regionie

2017-06-19 08:00:00 (ost. akt: 2017-06-16 18:11:04)

Autor zdjęcia: Beata Szymańska

Podziel się:

Przemoc nie zawsze ma twarz mężczyzny, choć to oni w 90 proc. są jej sprawcami. Ofiarą może być każdy z nas: kobieta, mężczyzna, dziecko, czy osoba starsza. A zaczyna się przeważnie sielankowo i nic nie zapowiada nadchodzącego koszmaru.

Dziwna to była miłość. Poznaliśmy się u znajomych, a po pół roku byliśmy małżeństwem. On był znanym właścicielem dobrze prosperującego przedsiębiorstwa, ja dopiero studentką filologii angielskiej. Zakochaliśmy się, pobraliśmy. Urodził nam się syn. Zrezygnowałam z pracy, mąż dużo zarabiał. Jeździliśmy na wczasy za granicę, wprowadziliśmy się do nowego domu. Sielanka, prawda? Ale zaraz po urodzeniu dziecka zaczęły się sygnały, że dzieje się coś złego — wspomina Adrianna, ofiara przemocy domowej. — Na początku to były drobiazgi. Awantura o brak zmytych naczyń, niedostatecznie czysty prysznic. Potem zaczęło się ubliżanie, że jestem nic nie warta, że nie pracuję, to on będzie wydzielał mi pieniądze na zakupy.

Później już było tylko gorzej... — Mąż zaczął znikać na całe dni, tygodnie. Jego pasją były wycieczki motocyklowe. Jeździł ze znajomymi po całym świecie. Ja w tym czasie siedziałam w domu. W końcu kogoś poznał. Szukał jednak dowodów mojej zdrady. Zamontował kamery, potem się o tym dowiedziałam, i śledził każdy mój krok. O której wracam z synem ze szkoły, co robię w domu. Kamera była nawet w łazience. W końcu, kiedy zniknął na noc, na kolejną imprezę z pracy, przyszedł do mnie znajomy. Wpadł tylko na kawę. To jednak wystarczyło. Mąż kazał mi się wynosić i przez zaciśnięte zęby stwierdził, że nigdy nie odzyskam dziecka. Ma dużo wpływowych znajomych. Udało mu się. Dziś widuję syna raz w miesiącu. I nadal walczę w sądzie o jego odzyskanie. Wróciłam do rodziców — opowiada Adrianna.

Marzena ma 50 lat. Z pierwszym mężem jej nie wyszło i uciekła z domu z maleńkim dzieckiem.
— Wydawało mi się, że z drugim będzie już wszystko dobrze. Nie było. Byłam z nim osiem lat i to był koszmar — wspomina. — Bicie, ubliżanie, znęcanie się. Mieszkaliśmy z teściami, więc kiedy skarżyłam się, mówili, żebym sobie dała spokój. Wytrzymywałam. Do kolejnej awantury. W końcu uciekłam. Na szczęście mam córkę. Ale ona też mieszka z teściami. Dziś ma już 27 lat, ale mówi, że mi pomoże wynająć pokój. Bo nie mam dużych dochodów. Tylko rentę socjalną — dodaje Marzena.

Bożena ma 37 lat i podobnie jak Marzena, znalazła się w Specjalistycznym Ośrodku Wsparcia dla Ofiar Przemocy w Rodzinie. Tutaj w końcu dostały bezpieczny azyl. Bożenie jest on bardzo teraz potrzebny, bo niedawno urodziła trojaczki. Dziewczynki. Dziś mają po siedem miesięcy.

— Pozory mylą. Mój nie pije, a pastwił się nad rodziną. Byłam z ojcem moich dziewczynek dwa lata. O dwa lata za długo — opowiada Bożena. — Kiedy miałam pieniądze, wszystko było w porządku. Jego praca się nie trzymała. Był trzy dni, później ją rzucał i tak w kółko. To chory facet. Trojaczki w domu, chciałam więc poszukać opiekunki. A on dopytywał: po co? Kupił mleko i pampersy i kazał oddawać pieniądze. Kiedyś popchnął mnie na łóżeczka dzieci. Pomyślałam: „będzie się całe życie znęcał”. Dość. Groził mi mówiąc: „już naostrzyłem sobie nóż na ciebie”. Chcę być bezpieczna. Moje dziewczynki zasługują na dobre życie.
Iwona ma 36 lat i układa swoje życie na nowo. W dzieciństwie przeżyła traumę. Najpierw zostawił ją ojciec, potem matka. Wychowywała się u dziadków. Sprawcą przemocy był przyrodni brat, który nadużywał alkoholu. Codziennością było poniżanie i agresja. To przez niego wpadła w sidła uzależnienia, a jej synek trafił do rodziny zastępczej.

— Dziś przeszłam terapię, będę walczyć o synka. Jednak to, co przeszłam przez ostatnie lata, zostawia ślad. Brat zrobił mi ogromną krzywdę — uważa. — Chcę, by mój synek nie miał takiego życia jak ja. I będę robić wszystko, co w mojej mocy.
Zdaniem psychologów, sprawca przemocy jest przekonany, że najlepszą drogą do uzyskania szacunku jest wywołanie lęku i obaw. A sprzymierzeńcem w tym staje się alkohol, dlatego też większość osób, które znęcają się nad rodziną są od niego uzależnione. Stosowana przez nich przemoc ma różne oblicza, a jej ofiarą może zostać każdy.

— Najbardziej narażone są osoby, które w przeszłości były świadkiem bądź ofiarą przemocy w rodzinie. To na przykład dzieci, które nie miały prawa wyrażać własnego zdania czy uczuć — tłumaczy Joanna Malon, psycholog. — Sprawca przemocy może być z kolei osobą narcystyczną lub antyspołeczną. Badania pokazują, że sprawcami stają się także osoby psychopatyczne, takie, które nie czują strachu. Używają przemocy, bo nie czują lęku. By jednak takie osoby stały się sprawcami, muszą zaistnieć sprzyjające okoliczności. Jeśli wychowują się w dobrym środowisku, mogą w życiu dorosłym stać się dobrymi ludźmi. Ale kiedy wychowują się w środowisku przemocowym, uczą się agresywnych relacji. — dodaje Joanna Malon.

Przemoc jest bardzo złożonym zjawiskiem, ale zawsze wiąże się z cierpieniem i krzywdą. Przemocy doznają właścicielki firm, żony lekarzy, robotników i urzędników. Przemoc nie zawsze ma twarz mężczyzny, choć to oni są w 90 procentach jej sprawcami. A jej ofiarami są wszyscy: kobiety, mężczyźni, dzieci, starcy.

Wychodzenie z przemocy to skomplikowany proces. W Olsztynie osoby doświadczające przemocy mogą skorzystać z pomocy m.in. Specjalistycznego Ośrodka Wsparcia dla Ofiar Przemocy w Rodzinie.
— Przemocy w większości doświadczają kobiety, choć zgłaszają się do nas również i mężczyźni — mówi Lucyna Kłusowska, kierownik Specjalistycznego Ośrodka Wsparcia dla Ofiar Przemocy w Rodzinie w Olsztynie. — Dość często pojawia się temat przemocy ekonomicznej. Coraz więcej mówi się również o przemocy seksualnej. Osoby doświadczające pomocy mogą skorzystać z pomocy prawnej, psychologicznej, socjalnej. Mogą też skorzystać z terapii indywidualnej i grupowej. Tutaj także ofiary przemocy mogą znaleźć schronienie w ośrodku, na czas do trzech miesięcy— wyjaśnia Lucyna Kłusowska.

W przypadku osób doświadczających przemocy, zakładana jest Niebieska Karta. Pozwala ona monitorować sytuację w rodzinie, a specjaliści opracowują dla tych osób plan pomocy. Według statystyk policyjnych liczba zakładanych Niebieskich Kart w regionie rośnie.

— Przybywa zgłoszeń dotyczących stosowania przemocy, jednak nie jest to spowodowane tym, że częściej dochodzi do eskalacji przemocy w rodzinie, ale ze względu na to, że osoby są bardziej świadome zgłaszania takich sytuacji stosowania przemocy. Nie wstydzą się zawiadomić organów ścigania, nie są obojętni na ludzką krzywdę — uważa Krzysztof Wasyńczuk, rzecznik prasowy Komendy Wojewódzkiej Policji w Olsztynie. — Warto w tym miejscu zaapelować do wszystkich, że jeśli słyszymy dobiegające z sąsiedniego mieszkania krzyki, płacz, wołanie o pomoc, nie bądźmy obojętni. I natychmiast zgłaszajmy ten fakt na policję, pod nr tel. 997 lub 112. Pamiętajmy, że nasza reakcja może uratować komuś życie.
Katarzyna Janków-Mazurkiewicz

Imiona bohaterek zostały zmienione


Liczba założonych Niebieskich Kart w Olsztynie:
— 2016 — 1732
— 2017 — 459

Interwencje domowe
2016 —1220
2017 — 334

Komentarze (0) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB