Wtorek, 19 września 2017

Pogorzelcy z Zatorza ukarani za zaradność

2017-09-10 12:00:00 (ost. akt: 2017-09-09 12:56:25)

Podziel się:

Autor zdjęcia: Zbigniew Woźniak

Pod koniec sierpnia, w ciągu kilku minut, lokatorzy kamienicy przy ulicy Zientary-Malewskiej stracili w pożarze wszystko. Dziś potrzebują pomocy. Okazuje się jednak, że nie wszyscy mogą na nią liczyć w równym stopniu.

Tego dramatu nie da się zapomnieć. Przed oczami pogorzelców wciąż stają obrazy z tej nocy, która na zawsze zmieniła ich życie. W nocy z wtorku na środę, 29 na 30 sierpnia doszło do pożaru w jednym z mieszkań. Ogień szybko zajął całe poddasze budynku.

— Nasz dramat rozpoczął się o godzinie 2.40 nad ranem. Od kilku dni budzę się o tej godzinie i ten koszmar staje mi przed oczami — wspomina Jerzy Skubiszewski, który razem z rodziną mieszkał w tym budynku. — Gdyby nie nasz pies, to wszyscy byśmy tam spłonęli. Obudziło mnie jego szczekanie. Zacząłem krzyczeć: uciekajcie! Pali się! — przyznaje pan Jerzy.

Wybiegli tak jak stali. W piżamach. W panice...
— Kiedy wyszliśmy na klatkę, ogień był już na korytarzu. Nie wiem, co by się stało, kilka minut później — dodaje.
Rodzina pana Jerzego mieszkała w lokalu komunalnym, więc miasto przyznało im mieszkanie zastępcze.
— Córka do tej pory jest pod opieką psychologa. Nie możemy przy niej mówić o tych wydarzeniach. Zamknęła się w sobie — mówi zdenerwowany Jerzy Skubiszewski. i dodaje. — Ona ma osiem lat, to rozumiała wszystko, co się dzieje. Syn jest młodszy, ma sześć lat, więc ta trauma może nie wpłynie tak mocno na jego życie.

W lokalu zastępczym, na razie bez gazu i mebli, śpią na materacach. Córkę przenieśli do szkoły podstawowej w innej części Zatorza. Nie wyobrażają sobie, by mieli wrócić do miejsca, w którym przeszli piekło. Podobnie, jak rodzina Żywców, którzy ponieśli w pożarze największe straty. To miało być ich wymarzone gniazdko. Zapracowali na nie za granicą. Wzięli kredyt, bo na całość wartości mieszkania nie starczyło. Właśnie mieli montować nowe meble w kuchni. Nie zdążyli...

— Męża tej nocy nie było, byłam sama. Obudził mnie dopiero hałas, kiedy na klatce było już ciemno od dymu — opowiada Patrycja Żywiec. — Podbiegłam do okna i zaczęłam wzywać pomocy. Ledwo założyłam buty, chwyciłam torebkę i tak ubraną wyciągnęli mnie na zewnątrz. Stałam tam tylko w cienkiej koszulce. Szczęście, że mnie uratowali? Szczęście, że sąsiad miał psa. Tak wszyscy byśmy spłonęli — dodaje kobieta.

Z jej własnościowego mieszkania nie udało się nic uratować. W przeciwieństwie do osób, którzy mieli lokal komunalny, pani Patrycja z mężem Sebastianem nie otrzymali mieszkań zastępczych. Zakwaterowano ich w hotelu. Teraz mają zamieszkać na stancji. Nie wiedzą jeszcze, jak sobie poradzą. Pracuje tylko pan Sebastian.
— Nie mieliśmy mieszkania komunalnego, więc nikt nie może nam pomóc i zapewnić nam lokalu. Byliśmy w ratuszu i tam usłyszeliśmy to samo — mówi mąż pani Partycji.
— W ratuszu zaproponowano nam stancję. 1500 złotych za pokój z łazienką, wspólną kuchnię i piętnaście procent zniżki — dodaje pani Patrycja. — Mamy kredyt na mieszkanie na 14 lat. Do tego, zanim wyremontują budynek, to będzie trzeba płacić czynsz. Skąd wziąć na to pieniądze? — pyta.
O to, na jaką pomoc mogą liczyć, zapytaliśmy przedstawicieli Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej.
— Każda rodzina ma pomoc przyznawaną indywidualnie. Są to m.in. zasiłki, na pokrycie bieżących potrzeb, jak żywność czy artykuły higieniczne, ręczniki, pościel — tłumaczy Joanna Rećko, zastępca kierownika działu pomocy środowiskowej. — Właściciele mieszkań będą mieli zapewnioną pomoc w opłaceniu stancji.

— Naszą pomoc określa ustawa o pomocy społecznej, która przewiduje udzielenie pomocy z powodu zdarzenia losowego — tłumaczy Elżbieta Skaskiewicz, dyrektor MOPS-u. — Myślę, że mieszkańcy powinni być w stałym kontakcie z pracownikiem socjalnym i na bieżąco informować o swoich potrzebach — dodaje dyrektor MOPS-u.
Wydaje się, że to dopiero początek gehenny właścicieli lokali własnościowych. Ci czują się ukarani za swoją zaradność. W dodatku okazało się również, że mają być obciążeni kosztami sporządzenia ekspertyzy budowlanej. Urzędnicy zaproponowali kredyt na preferencyjnych warunkach, ale to dodatkowe koszty pogorzelców.
— Jesteśmy w stałym kontakcie z ubezpieczycielem — wyjaśnia Marzena Fesnak, prezes Zakładu Budynków Komunalnych I sp. z o. o. i dodaje. — W czasie naszych rozmów będziemy wnioskować, by koszt sporządzenia ekspertyzy technicznej również był zwrócony w ramach ubezpieczenia.

Urzędnicy zapowiadają pomoc, ale zasłaniają się prawem.
— Prawo mówi, że gmina jest zobowiązana zapewnić osobom, którzy nie posiadają tytułu najmu, ale są w naszych zasobach, lokale socjalne. Jeśli posiada tytuł najmu — lokal zastępczy — wyjaśnia Zbigniew Karpowicz, dyrektor Zakładu Lokali i Budynków Komunalnych. — Nie ma podstaw prawnych, by zapewnić mieszkania pogorzelcom — właścicielom mieszkań. W ustawie jest wyraźnie określone, że pod uwagę bierze się nie tylko kryterium dochodowe, ale również to, że osoba nie może posiadać tytułu własności.
Patrycja i Sebastian Żywcowie z niepokojem patrzą w przyszłość.
— Nie wiemy, czy to wszystko udźwigniemy — przyznają. — Chcieliśmy mieć dziecko. Teraz tę decyzję znów trzeba odłożyć na później.

Komentarze (1) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. miejscowy #2330478 | 89.228.*.* wczoraj, 13:32

    Zostali sami , ukarani za posiadanie mieszkań własnościowych.

    ! - + odpowiedz na ten komentarz