Jak najlepiej uciec przed wódką? Na rowerze? Coś o tym wie Marian Niewiadomski, który na dwóch kółkach przemierza Polskę, aby dać dowód, że trzeźwość daje siłę. Olsztyn leżał na półmetku trasy, którą w niedzielę kończy.
— Najpierw musiałem poukładać sobie wszystko w głowie, a dopiero potem wsiadłem na rower — opowiada Marian Niewiadomski. — Pomogli mi terapeuci i trzeźwi alkoholicy, ale to dla mnie było za mało. Potrzebowałem czegoś więcej, więc zacząłem pedałować. Teraz, po latach, coraz gorzej radzę sobie na górkach, ale co tam one — tych życiowych miałem o wiele więcej. Wcześniej były Pieniny! Gdy wdrapałem się na szczyt, musiałem dokonać wyboru — pić i się zabić, czy zejść spokojnie i żyć. Uciekłem więc na odwyk i dopiero tam otworzyłem oczy. Zobaczyłem nową formę leczenia. Nie był dla mnie ratunkiem ani esperal, ani antykol. Po raz pierwszy do głosu doszła głowa, bo straciłem rodzinę i siebie. Zabolało. Pomyślałem: czas posprzątać ten bałagan, a nie zamiatać pod dywan.
Regulator nastrojów
Początki picia są zawsze niewinne. Alkohol dodaje skrzydeł, pozwalała na chwilę uciec z rzeczywistości.
— Gdy piłem, żyłem złudzeniami i bajkami, które opowiadałem przy kuflu piwa — przyznaje Marian Niewiadomski. — Świetnie umiałem to robić. Byłem Rockefellerem w swojej głowie! Rano budziłem się sobą i to było nie do zniesienia. Sięgałem więc po kolejny łyk i tak w kółko. Bo alkohol pomagał mi regulować nastroje. Gdy nie mogłem wydobyć z siebie pogody ducha, wyciągałem flaszkę z lodówki. Alkoholem zacząłem leczyć kompleksy. Na rauszu podrywałem dziewczyny i byłem duszą towarzystwa. A gdy dostawałem kosza, nie płakałem w domu, bo przecież kieliszek ratował moje samopoczucie. I wdepnąłem... Krok po kroku zatraciłem się w tej złudnej przyjemności.
Powrót odpada
Dziś Marian czerpie radość z pokonywania własnych trudności. Rower jest tego dowodem.
— Cieszę się, że mogę coś dać innym ludziom — tłumaczy rowerzysta. — Kiedyś świat był dla mnie niedobry, bo wszyscy wiecznie kładli mi kłody pod nogi. Miałem takie wrażenie, bo przecież ludzie chcieli mi pomóc, wyrwać z nałogu. Ale jako że byłem Rockefellerem, więc czułem się mądrzejszy. Dzisiaj mam te same przeszkody i pokonuję je bez problemu. Wszystko zależy od nastawienia. Dziś nie muszę się znieczulać. Chociaż... między moim alkoholizmem a trzeźwością jest zaledwie jeden kieliszek różnicy. Nie piję 26 lat, ale czas w tym wypadku nie leczy ran. Nie jestem bohaterem. Bo ogórek kiszony nigdy nie będzie zielony... Ale wierzę, że nie wrócę. Pedałuję, jadę do przodu, więc dlaczego mam wracać?
Ada Romanowska
a.romanowska@naszolsztyniak.pl








Komentarze
1
Dodaj swój komentarz
Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych
Max #336833 | 79.191.*.* 31-07-2011 20:10
tak trzymać.
!
odpowiedz na ten komentarz