Maleś zna pracę wolontariusza od podszewki. Jacek Zyśk wie, jakie okazy można zdobyć na licytacji. A Sokół przyczynił się, aby atrakcji nie zabrakło na tegorocznej Orkiestrze. Piłkarzami ręcznymi Warmii Anders Group Społem Olsztyn wiedzą, że w niedzielę — podobnie jak na boisku — musimy grać zespołowo.
Pamiętasz swoją pierwszą Orkiestrę?
— Jasne! Byłem wolontariuszem, zbierałem pieniądze. To było z 15 lat temu, jeszcze w szkole średniej. Wtedy Orkiestra nie była aż tak znana. Mieliśmy identyfikatory, oficjalnie byliśmy zarejestrowani. Puszki nie były jeszcze zamykane, jak to jest teraz. Nazbierałem chyba z 300 złotych, więc można powiedzieć, że poszło mi całkiem dobrze. Później na kwestowanie nie miałem już tak dużo czasu, pracowałem, trenowałem.
A jak pomagałeś?
— Podarowałem na przykład koszulkę na aukcję internetową. W tym roku Katarzyna, nasza pani od marketingu, zbierała od nas nasze pamiątki. Będzie można więc je wylicytować.
A twoja córeczka- 2-letnia Kaja weźmie udział w Orkiestrze?
— Na pewno. Niedziela jest u nas bardzo rodzinna. Wszyscy mamy dzień wolny od pracy, więc spędzamy go razem. Wybierzemy się pewnie na starówkę. Zawsze odbywają się tam ciekawe koncerty i imprezy.
I wrzucicie pieniądze do puszki…
— Na pewno więcej niż przed laty. Teraz pracuję, zarabiam, więc jest o wiele łatwiej. Myślę, że nie trzeba przekonywać, żeby wziąć udział w niedzielnej kweście. Każdy wie, o jak ważną sprawę chodzi w tej akcji. Orkiestra pomaga wielu ludziom, kupuje sprzęt szpitalom, które takiego wsparcia potrzebują. Nie wiadomo, kto z nas w przyszłości znajdzie się w sytuacji, kiedy ten sprzęt uratuje nasze życie.
A ty kiedyś skorzystałeś z orkierstrowego sprzętu?
— Odpukać w niemalowane, na szczęście nie musieliśmy. My, jako sportowcy przywiązujemy dużą wagę do takich akcji. Przekazując nawet jakiś drobny gadżet na licytację wiemy, że uzbierają się pieniądze. A za nie kupi się sprzęt, który potem pomoże innym ludziom. Nic więcej nie trzeba dodawać.
Masz plany na niedzielę?
— Nie odkryję nic nowego, jeśli powiem, że tradycją w Polsce jest udział w wydarzeniach Orkiestry. Organizowana jest od dwudziestu lat i każdy już wie, na czym polega. Ważny jest nie tylko udział w imprezach, ale chociażby symboliczne wrzucenie złotówki. Nie mam jeszcze planów na tę niedzielę, jednak na pewno Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy wspomogę.
Bierzesz udział w licytacjach?
— Raczej nie. Przeważnie wrzucam jakąś kwotę do puszek wolontariuszy. Do domu wracam tylko z tym czerwonym, charakterystycznym serduszkiem. Wiem, że mój nieżyjący teść brał udział w licytacjach, oczywiście w miarę swoich możliwości. Miał kilka ciekawych zdobyczy.
Co przekazałeś Orkiestrze?
— Jestem sportowcem. Sam osobiście nie przekazywałem gadżetów, ale jako zawodnik olsztyńskiego klubu tak. Przekazywaliśmy czy to koszulki, czy plakaty, piłki, oczywiście wszystko z podpisami. Dla osób, które kolekcjonują takie gadżety, to ciekawe i pożądane przedmioty do wylicytowania. Mogą stać się posiadaczami unikatowego przedmiotu, a przy okazji pomogą dzieciom.
Brałeś kiedykolwiek udział w imprezach?
— Pamiętam pierwsze lata Orkiestry. Dla mnie były wyjątkowe, bo w czwartej czy piątej klasie szkoły podstawowej chodziliśmy z koleżankami i kolegami, zbieraliśmy pieniądze. Jeszcze nie do puszki, a do worka. Pamiętam, że ludzie patrzyli na nas trochę nieufnie, ale udało się zebrać trochę pieniędzy. Wtedy wyglądało to zupełnie inaczej, nie było to tak sformalizowane, rozpoznawane. Pieniądze wpłacaliśmy do kasy szkolnej, potem przekazywano je fundacji. Byłem wolontariuszem, a teraz chętnie ją wspieram.
Jak zachęcisz ludzi do tego, żeby wzięli w tym roku udział w finale?
— Nasza symboliczna złotówka może być bezcenna. Sprzęt, który za uzbierane pieniądze kupi fundacja Jurka Owsiaka, może nam kiedyś uratować życie. Popieram takie akcje. Pieniądze przeznaczane na służbę zdrowia są wciąż ograniczane i bez takich akcji nasze szpitale nie miałyby szans na dodatkowy sprzęt. Trzymam więc kciuki za wolontariuszy. Powodzenia!
Sebastian Sokołowski, bramkarz:

Weźmiesz udział w wydarzeniach tegorocznej Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy?
— Staram się być co roku. W tym przekazałem na aukcję moją koszulkę z mistrzostw Polski w plażowej piłce ręcznej. Razem z Pawłem Ćwiklińskim załatwiliśmy książkę „Orły Wenty”, w której są podpisy wszystkich reprezentantów Polski. Ze specjalną dedykacją na Orkiestrę na ten rok.
Więc nie jest to pierwszy raz, kiedy przekazujesz coś Orkiestrze?
— Takich typowych gadżetów firmowanych moim nazwiskiem dawniej nie dawałem. Kiedyś przekazywałem koszulki, ale nie były one z nazwiskiem, raczej były to firmowe gadżety.
Pamiętasz pierwszy finał?
— Raczej nie. Moje pierwsze spotkanie z Wielką Orkiestrą Świątecznej Pomocy? Przed laty mieszkałem w Gdańsku to zwykle chodziliśmy na Długi Targ. Były tam ciekawe koncerty, imprezy, ale to były jeszcze lata szkolne. Nigdy nie byłem wolontariuszem, ale zawsze coś wrzucałem do puszki.
W twojej rodzinie ktoś kiedyś potrzebował sprzętu zakupionego przez Orkiestrę?
— Tak, mój tata jest cukrzykiem. Na szczęście nie jest to bardzo zaawansowana choroba, ale ta w najłagodniejszej formie. Musi po prostu codziennie kontrolować cukier, nie musi przyjmować insuliny. Na szczęście moja córeczka 10-miesięczna Julka nie musiała korzystać z orkiestrowego sprzętu. Ale wiem, jak bardzo jest potrzebny.
Wybierzesz się z córką w niedzielę na starówkę?
— No nie wiem. Chciałem się wybrać na Światełko do Nieba, ale będzie już trochę za późno. Nie chciałbym, żeby Julka się przeziębiła. Chcę pomagać, bo sam mam małe dziecko, więc wiem jak wielki ból może sprawić rodzicom choroba dziecka. A orkiestrowy sprzęt pomógł już tysiącom dzieciaków.
Katarzyna Janków-Mazurkiewicz
k.jankow@naszolsztyniak.pl









Komentarze
1
Dodaj swój komentarz
Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych
AD #503271 | 83.25.*.* 06-01-2012 17:37
Koncepcja darmowego przekazywania sprzętu medycznego komercyjnym szpitalom jest wyśmienita. Nawet za parking trzeba płacić przy szpitalu, a one odstają za darmo specjalistyczny, drogi sprzęt.
!
odpowiedz na ten komentarz