Cała prawda o harakiri

2012-02-17 15:35:00

Salwador, Chiny i Włochy zawitały do ekonomika. Trzy wolontariuszki z tych krajów przyjechały do olsztyńskich uczniów, aby opowiedzieć im o swojej codzienności. Taka lekcja okazała się niezbędna.

Autor: Wojciech Benedyktowicz

Gabriela, Yi i Federica nie spodziewały się, że Polacy są otwarci i gościnni. Nie myślały, że w Olsztynie dostaną też więcej życzliwości niż w Warszawie.
— Pierwszy raz jestem w Polsce i myślałam, że to bardzo surowy kraj z ludźmi o surowych charakterach — opowiada Gabriela Arias z Salwadoru. — Kiedy tu przyjechałam, okazało się, że jest zupełnie inaczej. Olsztyn przyjął nas z otwartymi rękami.
— Wyobrażałam sobie, że Polska nie jest nowoczesna — opowiada Yi Chen z Chin. — Na szczęście zmieniłam już zdanie.
— Swoją wizytę w Polsce zaczęłyśmy w Warszawie — dodaje Federica Ingrao z Włoch. — Tam ludzie są bardziej otwarci niż w Olsztynie, ale to też ogromni indywidualiści. Olsztyniacy okazali się wstydliwi, ale jednocześnie bardzo przyjaźni i godni zaufania. Nic dziwnego — żyją w niezwykle spokojnym miejscu pełnym jezior, więc nie mogą mieć innej osobowości.

Dawka informacji
Każda z dziewczyn przygotowała dwugodzinną lekcję poświęconą swojej ojczyźnie. Olsztyniakom taka porcja wiedzy bardzo się przydała.
— Zaskoczyło mnie to, że nikt nie wiedział, gdzie leży Salvador — żali się Gabriela. — Ludzie stawiali, że to gdzieś w Afryce albo w okolicy Indii... A to państwo w Ameryce Środkowej. Zaskoczyły ich również moje indiańskie korzenie.
— Niestety, olsztyniacy nie rozróżniają chińskiej i japońskiej kultury — zauważa Yi Chen. — Myślą, że sushi to chińskie danie, harakiri to chińskie samobójstwo, a Tokio to chińskie miasto. Dlatego bardzo się cieszę, że przyjechałam do Polski i wyjaśniam, że fakty są inne.
— Na szczęście z Włochami nikt nie miał problemu — podkreśla Federica. — Polacy znają naszą kulturę i bardzo żywo na nią reagują. Kiedy dowiedzieli się, że jestem Włoszką, nie kryli radości. Cały czas słyszałam: Ciao, Federica!

Jeszcze bliżej
Wizyta Gabrieli, Yi i Federiki możliwa była dzięki programowi „Peace Cross Culture Understanding”, w której od dwóch lat uczestniczy ekonomik.
— Rok temu gościliśmy wolontariuszy z Indonezji, Maroko i Japonii — opowiada Beata Terlecka, nauczycielka. — Okazało się, że dzięki spotkaniu z egzotyczną kulturą młodzież uczy się tolerancji, a przede wszystkim wzbogaca swoją wiedzę. Zeszłoroczna wizyta okazała się strzałem w dziesiątkę. Uczniowie już od września pytali mnie, czy w tym roku też ktoś przyjedzie. Nie mogło stać się inaczej!
— Takie spotkania to bardzo dobra okazja do żywej rozmowy o tradycji i codzienności innych narodów — podsumowuje Ada Sontowska, uczennica. — Aż chce się pojechać do tamtych krajów, żeby poznać ich kulturę jeszcze bliżej!

Ada Romanowska
a.romanowska@naszolsztyniak.pl

Komentarze 3

Dodaj swój komentarz

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

  1. rozbiorka kat. kosciolow #564875 | 88.73.*.* 18-02-2012 22:19

    Po co meczety? Za duzo juz jest katolskich kosciolow, ktore trzeba przerobic na restauracje, muzea lub mieszkania. Od tego modlenia sie tylko sie glupieje.

    ! - + odpowiedz na ten komentarz

  2. jeszcze niech #563699 | 83.9.*.* 17-02-2012 18:51

    meczetow nabuduja do tego dojdzie,chory kraj sciagac takich

    Ocena komentarza: poniżej poziomu (-4) ! - + odpowiedz na ten komentarz

  3. Prezes #563591 | 92.55.*.* 17-02-2012 17:29

    Szkoda, że nie napisali o tym, że ta dwu godzinna lekcja była dla WYBRANYCH uczniów szkoły. Sam osobiście raz minąłem się z nimi na korytarzu - tyle z tej całej wizyty.

    Ocena komentarza: warty uwagi (2) ! - + odpowiedz na ten komentarz pokaż odpowiedzi (1)