Znamy już Chłopaka Lata „Naszego Olsztyniaka”. Został nim Dariusz Meller z Gdyni. W nagrodę spędził weekend w Osadzie Warmińskiej w Guzowym Piecu. Ale nie był to zwykły pobyt. Przygotowaliśmy dla niego prawdziwy test sprawdzający, czy w pełni zasługuje na ten tytuł. I nie było to banalne wypicie soku z cytryny.
Pierwsze spojrzenie na Osadę Warmińską robi wrażenie na Dariuszu Mellerze.
— Pięknie tu jest! Cisza, spokój, zieleń i ten warmiński klimat — zachwyca się Dariusz Meller.
Ale sielanka nie trwa długo. Od razu po rozpakowaniu torby, zwycięzcę naszego konkursu czekają niezapomniane wrażenia.
Quad? Czy to konieczne?
Na początek spojrzenie oko w oko z miejscowymi zwierzętami. O ile pies, który jest maskotką ośrodka łasi się do każdego i uwielbia być głaskany, o tyle na kozy trzeba znaleźć sposób.
— Dasz się pogłaskać po głowie? — Darek Meller zagaduje kozła. — Zbyt chętny to on nie jest. Ale rogi ma imponujące.
Sposobem na kozy okazuje się karmienie ich kępkami trawy. To robi niesamowite wrażenie na panu Darku, który nigdy tego nie próbował.
Ale to dopiero wstęp do tego, co jeszcze czeka Chłopaka Lata. Teraz czas na quada.
— Quad? Nigdy nie jeździłem na czymś takim. Czy to konieczne? — dopytuje Darek.
Oczywiście, że konieczne! Po takiej odpowiedzi Chłopak Lata dosiada maszynę na czterech kołach i momentalnie zmienia nastawienie do niej. Po chwili nie możemy go zatrzymać, bo już pędzi po terenie ośrodka. Co więcej, odkrywa nawet szlaki, do tej pory nie przewidziane do jazdy quadami.
— Odważyłem się i jestem szczęśliwy — przyznaje, nie kryjąc emocji Darek. — Ale wrażenia!
Wrażeń będzie więcej, dlatego zanim do nich przejdziemy, Dariusz musi się posilić. Lokalna kuchnia przypada mu do gustu.
— Ale jestem pełny. Po takim obiedzie, człowiek by poleżał — wzdycha Darek.
Uff! Ulga na ziemi
Ale leżenia nasz grafik zajęć nie przewiduje. Przyjęte kalorie trzeba spalić w parku linowym.
— O matko! — wzdycha Darek, patrząc na wiszące nad jego głową liny. — A jak nie dam rady?
Zaczyna się wkładanie uprzęży, potem krótki instruktaż bezpieczeństwa i można ruszać. Przeprawa przez park linowy rozpoczyna się od zjazdu tyrolskiego, podczas którego okrzyki
zachwytu mieszają się z okrzykami przerażenia. Ale do twardzieli świat należy, więc nasz Chłopak Lata brnie dalej. Każdą kolejną przeszkodę pokonuje z coraz większą zręcznością i w coraz szybszym tempie. Emocje nie opuszczają go jednak do samego końca.
— Uff, dobrze znaleźć się na ziemi — wzdycha po przejściu całego parku linowego Dariusz. — Ale wrażenia niezapomniane. Dzięki wam spróbowałem czegoś zupełnie nowego, przełamałem strach i zrobiłem coś, na co normalnie bym się nie zdecydował.
Weekend jest wspaniały.
Już po powrocie do Gdynii Darek pisał do nas, że dawno tak nie wypoczął jak podczas wygranego weekendu. I o to właśnie chodziło!
sza
— Pięknie tu jest! Cisza, spokój, zieleń i ten warmiński klimat — zachwyca się Dariusz Meller.
Ale sielanka nie trwa długo. Od razu po rozpakowaniu torby, zwycięzcę naszego konkursu czekają niezapomniane wrażenia.
Quad? Czy to konieczne?
Na początek spojrzenie oko w oko z miejscowymi zwierzętami. O ile pies, który jest maskotką ośrodka łasi się do każdego i uwielbia być głaskany, o tyle na kozy trzeba znaleźć sposób.
— Dasz się pogłaskać po głowie? — Darek Meller zagaduje kozła. — Zbyt chętny to on nie jest. Ale rogi ma imponujące.
Sposobem na kozy okazuje się karmienie ich kępkami trawy. To robi niesamowite wrażenie na panu Darku, który nigdy tego nie próbował.
Ale to dopiero wstęp do tego, co jeszcze czeka Chłopaka Lata. Teraz czas na quada.
— Quad? Nigdy nie jeździłem na czymś takim. Czy to konieczne? — dopytuje Darek.
Oczywiście, że konieczne! Po takiej odpowiedzi Chłopak Lata dosiada maszynę na czterech kołach i momentalnie zmienia nastawienie do niej. Po chwili nie możemy go zatrzymać, bo już pędzi po terenie ośrodka. Co więcej, odkrywa nawet szlaki, do tej pory nie przewidziane do jazdy quadami.
— Odważyłem się i jestem szczęśliwy — przyznaje, nie kryjąc emocji Darek. — Ale wrażenia!
Wrażeń będzie więcej, dlatego zanim do nich przejdziemy, Dariusz musi się posilić. Lokalna kuchnia przypada mu do gustu.
— Ale jestem pełny. Po takim obiedzie, człowiek by poleżał — wzdycha Darek.
Uff! Ulga na ziemi
Ale leżenia nasz grafik zajęć nie przewiduje. Przyjęte kalorie trzeba spalić w parku linowym.
— O matko! — wzdycha Darek, patrząc na wiszące nad jego głową liny. — A jak nie dam rady?
Zaczyna się wkładanie uprzęży, potem krótki instruktaż bezpieczeństwa i można ruszać. Przeprawa przez park linowy rozpoczyna się od zjazdu tyrolskiego, podczas którego okrzyki
zachwytu mieszają się z okrzykami przerażenia. Ale do twardzieli świat należy, więc nasz Chłopak Lata brnie dalej. Każdą kolejną przeszkodę pokonuje z coraz większą zręcznością i w coraz szybszym tempie. Emocje nie opuszczają go jednak do samego końca.
— Uff, dobrze znaleźć się na ziemi — wzdycha po przejściu całego parku linowego Dariusz. — Ale wrażenia niezapomniane. Dzięki wam spróbowałem czegoś zupełnie nowego, przełamałem strach i zrobiłem coś, na co normalnie bym się nie zdecydował.
Weekend jest wspaniały.
Już po powrocie do Gdynii Darek pisał do nas, że dawno tak nie wypoczął jak podczas wygranego weekendu. I o to właśnie chodziło!
sza