Wtorek, 9 czerwca 2026

Gdy Łukasz czaruje, kobiety piszczą

2010-03-04 00:00:00

Potrafi oszukiwać? I to jak! Każdy, kto patrzy na jego ręce, nie może wyjść z podziwu. Łukasz Ogonowski jest iluzjonistą, a właściwie mistrzem w swoim fachu.

Wszystkiemu winien jest David Copperfield. Gdy Łukasz zobaczył go w telewizji, zakochał się w iluzji.

— Byłem wtedy mały i wszystko brałem na serio — wspomina Łukasz Ogonowski, iluzjonista. — Nawet kiedy czarodziej przecinał kobietę na pół, myślałem, że naprawdę ją kroi! Miałem wtedy osiem lat i wszystko wyglądało tak przekonująco... Zachwyciłem się tym, że można tak ludzi oczarować. Złapałem bakcyla, ale bardziej nosiłem go w sobie niż zacząłem sam działać. Dopiero kilka lat później kolega pokazał mi sztuczkę i zaciągnął na zajęcia. Dziś występuję sam i to wszędzie tam, gdzie jest scena. Pochłonęła mnie iluzja sceniczna.

Autograf na balonie.
Kto zobaczy Łukasza, nie może uwierzyć, że ma aż tak ogromny talent.

— Kiedy jeżdżę po szkołach, dzieciaki piszczą — opowiada magik. — Po występie podbiegają do mnie i proszą o autografy. Kartki wyrywają z zeszytów, wyciągają ręce, żeby się podpisać na skórze, przynoszą balony wykorzystane przeze mnie wcześniej na scenie. Wszystkiego chcą dotknąć, zobaczyć. Kiedyś nawet buchnęli mi karty! Ale nie tylko dzieciaki szaleją podczas występów. Dorośli też reagują niesamowicie i to chyba nawet bardziej żywiołowo niż mali widzowie. Bo to, co dzieje się na scenie, naprawdę wydaje się nieprawdopodobne. Ale trzeba wielu lat treningu, żeby osiągnąć taką lekkość i pewność w pokazywaniu trików.



Lewitująca laska.
Trening czyni mistrza? Bez dwóch zdań.
— Ćwiczę codziennie — przyznaje Łukasz. — Kiedyś, żeby wyćwiczyć palce, używałem specjalnej piłeczki, papierosa, ołówka. Ale nie każdy iluzjonista ma zręczne ręce. Są takie sztuczki, w których zwinne palce nie są potrzebne. Nie każdy ma takie predyspozycje. Ja akurat wiele robię rękami, więc nie mogę się pomylić. I nie mówię tylko o iluzji. Wiele rekwizytów zrobiłem własnoręcznie, między innymi różdżkę i lewitującą laskę. Takie były początki: nie miałem pieniędzy, żeby we wszystko inwestować. Ale takie zaangażowanie ma smak. W ogóle, gdybym nie kochał iluzji, nie zajmowałbym się nią. Dziś to już mój zawód.
Ada Romanowska


Uwaga! To jest archiwalny artykuł. Może zawierać niaktualne informacje.