Wtorek, 9 czerwca 2026

Liga zwykłych ludzi

2010-07-02 00:00:00

— Starałem się grać jak zawodnicy NBA, robiłem wszystko, żeby dorównać im na parkiecie. Ale nie udawało mi się to. Teraz się z tego śmieję — przyznaje Marcin Gortat, jedyny Polak grający w prestiżowej lidze NBA. W środę, 7 lipca koszykarz poprowadzi trening dla dzieci.

Od małego ciągnęło cię do kosza?
— Na początku chciałem zostać bramkarzem Menchesteru United. Dlatego, gdy miałem dziesięć lat, zapisałem się do drużyny Startu Łodzi. Po czterech latach przeniosłem się do Łódzkiego Klubu Sportowego i grałem tam około trzech lat. Z perspektywy czasu była to dobra decyzja, bo jako bramkarz wiele się nauczyłem. Stałem się twardszym facetem i bardziej zwinnym.

Ale pewnie oglądałeś wtedy mecze NBA w telewizji. Co wtedy myślałeś?
— Nie wierzyłem w to, że któregoś dnia będę w stanie zagrać w tej lidze. Oczywiście największym niedowiarkiem byłem w momencie, gdy zacząłem trenować kosza. Starałem się grać jak zawodnicy NBA, robiłem wszystko, żeby dorównać im na parkiecie. Ale nie udawało mi się to. Mówiłem nawet, że ludzie z NBA są nadludźmi i daleko mi do ich umiejętności. Teraz się z tego śmieję. Wiem dzisiaj, że każdy człowiek z NBA jest tylko człowiekiem — ma lepsze i słabsze chwile.

Zanim zostałeś koszykarzem, skakałeś wzwyż.
— Tak, skakałem w podstawówce. Była to szkoła o profilu sportowym i robiłem to bardziej z przymusu niż z chęci. Co mnie więc podkusiło do kosza? Ta pasja pojawiła się właściwie dopiero, gdy miałem osiemnaście lat. Grałem przecież w nogę, która zaczęła mi się nudzić. Postanowiłem więc coś z tym fantem zrobić. Chciałem coś zmienić w swoim życiu i stało się — postawiłem na kosza.

Na ile lekkoatletyka pomogła ci w koszykówce?
— Można powiedzieć, że dała mi wszystko. 90 procent sukcesu zawdzięczam tej dyscyplinie. Dzięki niej jestem w miarę zwinnym i dobrze zbudowanym człowiekiem. Tak, dzięki lekkoatletyce jestem ruchliwy i mam niezłą koordynację ruchową.

Czego Jaś się nie nauczy, tego Jan nie będzie umiał...
— Tutaj trzeba powiedzieć jeszcze o dyscyplinie. To podstawowa rzecz, której trzeba nauczyć się w młodości. Mówię też o podstawach koszykówki, bo bez nich nie ma jak sięgać po cięższe ćwiczenia. W ten sposób, krok po kroku, można przejść do kolejnych, wyższych poziomów gry. Podstawy to podstawa.

W Olsztynie poprowadzisz warsztaty dla najmłodszych, co łączy się z ideą twojej fundacji. Dodajesz młodym skrzydła, co w polskich realiach znaczy wiele.
— Promuję warsztaty koszykarskie dla dzieci, aby wyszukać talenty. Chcę zarazić dzieciaki pasją i — mam taką nadzieję — pokazać im drogę, jaką będą podążać. Może wielu z nich zrealizuje swoje marzenia i uniknie wiele problemów, jakie czekają na nich w drodze dorastania.

A jak oceniasz możliwości rozwoju sportowego w Polsce?
— Oj, rozwój jest bardzo słaby. Do pewnego momentu dzieciaki same się rozwijają na boiskach i podwórkach. Ale przychodzi taki czas, że trzeba powierzyć swoją pociechę osobie, która ma pojęcie o sporcie i danej dyscyplinie. Młodzi często wyjeżdżają więc na Zachód, bo tam mogą się profesjonalnie szkolić. To jednak wiąże się z opuszczeniem domu i rzadkimi spotkaniami z najbliższymi. Ale jeżeli odpowiednie osoby wprowadzą pewne zmiany w naszym systemie szkolenia, wtedy więcej Polaków zostanie w Polsce i właśnie tu będą mogli budować swoje kariery.

Grasz w kosza... A dostałeś kosza?
— Szczerze? Jasne, że dostałem kosza i to od wielu osób. Byli to nauczyciele w szkole, którzy nie chcieli mnie przepuścić do kolejnej klasy. Dostałem też kosza od zawodnika z Grecji, który bardzo mnie upokorzył pod koszem. Zdobył dwadzieścia punktów w osiemaście minut. Nie miałem szansy nic zrobić.

A od dziewczyny?
— Nigdy nie dostałem, ale dużo ich w swoim życiu nie miałem.

Mówisz, że gra w NBA nauczyła cię dorosłości koszykarskiej. Co to według ciebie oznacza?
— To dyscyplina i odpowiedzialność na boisku. To też podejmowanie mądrych decyzji i szacunek do swojej pracy i zaangażowania innych. Zrozumiałem, co to znaczy być liderem i czego od lidera można oczekiwać.

Jesteś przesądny?
— A skąd! Totalnie nie dbam o takie rzeczy! Gram z numerem trzynastym, który jest podobno pechowy, ale jeszcze tego nie doświadczyłem. Trzynastka przynosi mi dużo szczęścia.

Pamiętasz swoje pierwsze myśli, gdy dostałeś ten numer?
— Sam go wybrałem! Od początku kariery gram z tym numerem i nie ma mowy, aby ktoś ten numer przechwycił. To część mojego wizerunku i będę starał się z nim grać do końca życia.

Weźmiesz udział w promocji akcji Mazury Cud Natury. Co cię pociąga w jeziorach?
— Jeziora uważam za ważny punkt promocji Polski. Cieszę się, że mamy ludzi, którzy starają się zachować ich naturalny charakter.

Spędziłeś tu kiedyś szalone wakacje?
— Na jeziorach byłem wiele razy. Dużo wędkowałem, ale przede wszystkim pamiętam, że na Mazurach spędzałem czas z rodzicami. Szkoda tylko, że na Mazury muszę dzisiaj jechać taki kawał drogi... W Łodzi nie ma ich za wiele.

Ada Romanowska

W środę o godz. 10 Marcin Gortat poprowadzi zajęcia z koszykówki w hali Olsztyńskiej Szkoły Wyższej. O godz. 13.15 rozpocznie się tam spotkanie z z koszykarzem i podpisywanie piłek przez niego.
Uwaga! To jest archiwalny artykuł. Może zawierać niaktualne informacje.