O buractwie, wielkiej sławie i o tym kto naprawia pralkę w domu rozmawiamy z Marcinem Millerem, liderem grupy Boys.
Co takiego ma w sobie muzyka przez Was grana, że niejednokrotnie na Waszych koncertach jest więcej ludzi niż na koncertach innych znanych gwiazd?
- Od 15 lat robię to co robię, trudno jest mi konkretnie jakoś powiedzieć czemu jest tak, a nie inaczej. Piosenki napisane przeze mnie niezależnie od tego, czy są napisane dobrze czy źle to i tak ludzie się dobrze bawią i lubią nas. Przy goleniu, na imprezie każdy nas nuci. Media zrobiły wielkie halo, przypięli nam ogon buractwa i wieśniactwa. Potem przychodzi na nasz koncert taki jeden z drugim i się nabija, nie wiedzieć czemu. Przez was ludzie się wstydzą tego czego słuchają, ale na szczęście powoli wszystko się zmienia.
A skąd staniki na scenie podczas waszych koncertów?
- Aaaaa... o to chodzi. Nie tylko staniki, dolna część garderoby też ląduje nam pod nogami. Potem po tym chodzimy, albo nawet ubieramy się, żeby była polewka. Jesteśmy taką sprzedajną dziwką, robimy to co ludziom się podoba i to czego od nas chcą. Jak by ktoś pytał, to nie zabieramy takich pamiątek potem ze sobą.
Wchodzisz na scenę, kiwasz palcem i panienki "wyją", a może ty nie musisz wcale śpiewać?
- No i co! Wchodzę, kiwam palcem, one wyją, a ja schodzę! Im się należy szacunek, bo to dzięki nim mam taki status jak mam. Nie można iść na łatwiznę, odpuszczać sobie, wszystko co się robi trzeba robić dobrze, choćby wystarczyło tylko pomachać palcem u nogi.
Trzy koncerty dziennie, 8 tysięcy za godzinę, co robisz z taką kasą?
- No świetnie, zaraz zgłoszą się do mnie chłopaki z miasta i będą wołać o haracze. Ktoś kiedyś usłyszał ile dostaliśmy za godzinę, pomnożył to przez 30 i wyszła kupa kasy, a prawda jest taka, że to było jednorazowo i na tym się skończyło. Więcej takiej kasy nie zarobiliśmy, a poza tym mam dom do remontu i dużo roboty przede mną.
Jak wygląda Twój kalendarz, mocno napięty?
- Oj... mocno. Rok 2008 jest już prawie zajęty, a i na 2009 mamy już plany. Polska, Stany Zjednoczone, Niemcy, będziemy też grać na jakimś promie. Zawsze mnie dziwi czemu nie Krawczyk albo Kukiz, tylko Boysy i Boysy.
Gracie od 17 lat, w tym czasie disco polo miało wzloty i upadki, wiele zespołów takich jak Wy upadło, jak udało się Wam przetrwać?
- Nie załamywałem się w trudnych chwilach, no i bardzo nie lubię zmian. Miałem kiedyś pomysł, żeby może wyjechać za granicę, otworzyć jakiś sklepik, ale przetrwałem. W najgorszych momentach grałem mało, ale na bułki i mleko było. Teraz zdarza się, że wyłączam telefon bo mam dość, nie mam siły. Proponują super hotele, wycieczki, żeby tylko przyjechać. Ja mam jednak swoje zachcianki i czasem jednak potrzebuje po prostu poleżeć w domu.
Czy nie lepiej było jednak wybrać ciepłą posadkę w Urzędzie Miasta, która podobno na Ciebie czekała?
- To była praca interwencyjna w Urzędzie Miasta w Ełku, potem miałem możliwość przedłużyć umowę, ale ja byłem wierny swojej muzyce. W soboty i niedziele śpiewałem na koncertach, a w poniedziałek byłem tak struty, że kombinowałem jak tu wolne załatwić, to nie dla mnie. Ale kto wie, może znów tam wrócę, może będę startował w wyborach na prezydenta miasta, kto wie, kto wie...
To gdzie mieszkasz nie jest tajemnicą, nie masz problemów z biegającymi po ogrodzie fankami?
- Zdarza się, że ludzie się zatrzymują i oglądają, nie jest to jednak uciążliwe. Ja dla niektórych jestem jak Michael Jackson, sam gdybym go w Ełku zobaczył, to też bym głupiał. Przez płot też nikt nie zagląda, bo za nim jest już tylko las. Wbrew pozorom właśnie tylko w domu mogę liczyć na odrobinę prywatności. Siadam wtedy na leżaku w ogrodzie i piję piwko.
Opowiesz o Ani Melon z Kołobrzegu?
- Ania to moja największa fanka, nieuleczalnie chora. Poznałem ją podczas koncertu w Kołobrzegu i do dziś utrzymujemy ze sobą kontakty. Pamiętam o jej urodzinach, imieninach, ona o moich również. Kiedyś po koncercie razem z zespołem odwiedziliśmy ją w domu, była przeszczęśliwa. Mówi, że dzięki nam odnalazła sens życia.
"Disco polo live" - podobno w internecie pojawiła się petycja, by program wrócił na anteny, Ty też pod nią się podpiszesz?
- Pewnie, że się podpiszę. Program prawdopodobnie wchodzi we wrześniu, ale póki nie zobaczę, nie uwierzę. Poczekamy, zobaczymy.
Często powtarzasz, że ludzie kochają Cię za to, że jesteś szczery. Teraz też byłeś?
- Taaaaaak.
W takim razie na koniec kilka trudnych pytań.
- Czy to konieczne?
Co najgłupszego w życiu zrobiłeś?
- Kurde, hmmm, jak by to powiedzieć. Ciężkie pytanie... Jest parę rzeczy, których żałuję, ale to nie na pożywkę mediów, nie przyznam się do niczego.
Twoje wady?
- Ja nie mam żadnych wad!
Czego się wstydzisz?
- Znowu trudne pytanie, ale jest coś, o czym mogę powiedzieć. Wstydzę się jak wychodzę na scenę i śmierdzę, bo jestem któryś z kolei dzień w trasie. Publiczność tego nie rozumie i myśli: jak ten burak śmierdzi.
Dlaczego boisz się żony?
- Każdy facet się boi. Facet musi mieć bata nad sobą inaczej nie będzie funkcjonował jak trzeba. Mi tam taki bat służy, innym też polecam.
Twoje domowe obowiązki?
- Ja tylko trawę koszę, bo lubię, a żona się cieszy. Moja żona wyręcza mnie we wszystkim, zna się na wszystkim. I pralkę naprawi, i żelazko, gwóźdź przybije. Ja to mam dwie lewe ręce, tylko głos cudowny.
Mariola Wilczewska
Zespół Boys wystąpi 1 września w Gierzwałdzie.
- Od 15 lat robię to co robię, trudno jest mi konkretnie jakoś powiedzieć czemu jest tak, a nie inaczej. Piosenki napisane przeze mnie niezależnie od tego, czy są napisane dobrze czy źle to i tak ludzie się dobrze bawią i lubią nas. Przy goleniu, na imprezie każdy nas nuci. Media zrobiły wielkie halo, przypięli nam ogon buractwa i wieśniactwa. Potem przychodzi na nasz koncert taki jeden z drugim i się nabija, nie wiedzieć czemu. Przez was ludzie się wstydzą tego czego słuchają, ale na szczęście powoli wszystko się zmienia.
A skąd staniki na scenie podczas waszych koncertów?
- Aaaaa... o to chodzi. Nie tylko staniki, dolna część garderoby też ląduje nam pod nogami. Potem po tym chodzimy, albo nawet ubieramy się, żeby była polewka. Jesteśmy taką sprzedajną dziwką, robimy to co ludziom się podoba i to czego od nas chcą. Jak by ktoś pytał, to nie zabieramy takich pamiątek potem ze sobą.
Wchodzisz na scenę, kiwasz palcem i panienki "wyją", a może ty nie musisz wcale śpiewać?
- No i co! Wchodzę, kiwam palcem, one wyją, a ja schodzę! Im się należy szacunek, bo to dzięki nim mam taki status jak mam. Nie można iść na łatwiznę, odpuszczać sobie, wszystko co się robi trzeba robić dobrze, choćby wystarczyło tylko pomachać palcem u nogi.
Trzy koncerty dziennie, 8 tysięcy za godzinę, co robisz z taką kasą?
- No świetnie, zaraz zgłoszą się do mnie chłopaki z miasta i będą wołać o haracze. Ktoś kiedyś usłyszał ile dostaliśmy za godzinę, pomnożył to przez 30 i wyszła kupa kasy, a prawda jest taka, że to było jednorazowo i na tym się skończyło. Więcej takiej kasy nie zarobiliśmy, a poza tym mam dom do remontu i dużo roboty przede mną.
Jak wygląda Twój kalendarz, mocno napięty?
- Oj... mocno. Rok 2008 jest już prawie zajęty, a i na 2009 mamy już plany. Polska, Stany Zjednoczone, Niemcy, będziemy też grać na jakimś promie. Zawsze mnie dziwi czemu nie Krawczyk albo Kukiz, tylko Boysy i Boysy.
Gracie od 17 lat, w tym czasie disco polo miało wzloty i upadki, wiele zespołów takich jak Wy upadło, jak udało się Wam przetrwać?
- Nie załamywałem się w trudnych chwilach, no i bardzo nie lubię zmian. Miałem kiedyś pomysł, żeby może wyjechać za granicę, otworzyć jakiś sklepik, ale przetrwałem. W najgorszych momentach grałem mało, ale na bułki i mleko było. Teraz zdarza się, że wyłączam telefon bo mam dość, nie mam siły. Proponują super hotele, wycieczki, żeby tylko przyjechać. Ja mam jednak swoje zachcianki i czasem jednak potrzebuje po prostu poleżeć w domu.
Czy nie lepiej było jednak wybrać ciepłą posadkę w Urzędzie Miasta, która podobno na Ciebie czekała?
- To była praca interwencyjna w Urzędzie Miasta w Ełku, potem miałem możliwość przedłużyć umowę, ale ja byłem wierny swojej muzyce. W soboty i niedziele śpiewałem na koncertach, a w poniedziałek byłem tak struty, że kombinowałem jak tu wolne załatwić, to nie dla mnie. Ale kto wie, może znów tam wrócę, może będę startował w wyborach na prezydenta miasta, kto wie, kto wie...
To gdzie mieszkasz nie jest tajemnicą, nie masz problemów z biegającymi po ogrodzie fankami?
- Zdarza się, że ludzie się zatrzymują i oglądają, nie jest to jednak uciążliwe. Ja dla niektórych jestem jak Michael Jackson, sam gdybym go w Ełku zobaczył, to też bym głupiał. Przez płot też nikt nie zagląda, bo za nim jest już tylko las. Wbrew pozorom właśnie tylko w domu mogę liczyć na odrobinę prywatności. Siadam wtedy na leżaku w ogrodzie i piję piwko.
Opowiesz o Ani Melon z Kołobrzegu?
- Ania to moja największa fanka, nieuleczalnie chora. Poznałem ją podczas koncertu w Kołobrzegu i do dziś utrzymujemy ze sobą kontakty. Pamiętam o jej urodzinach, imieninach, ona o moich również. Kiedyś po koncercie razem z zespołem odwiedziliśmy ją w domu, była przeszczęśliwa. Mówi, że dzięki nam odnalazła sens życia.
"Disco polo live" - podobno w internecie pojawiła się petycja, by program wrócił na anteny, Ty też pod nią się podpiszesz?
- Pewnie, że się podpiszę. Program prawdopodobnie wchodzi we wrześniu, ale póki nie zobaczę, nie uwierzę. Poczekamy, zobaczymy.
Często powtarzasz, że ludzie kochają Cię za to, że jesteś szczery. Teraz też byłeś?
- Taaaaaak.
W takim razie na koniec kilka trudnych pytań.
- Czy to konieczne?
Co najgłupszego w życiu zrobiłeś?
- Kurde, hmmm, jak by to powiedzieć. Ciężkie pytanie... Jest parę rzeczy, których żałuję, ale to nie na pożywkę mediów, nie przyznam się do niczego.
Twoje wady?
- Ja nie mam żadnych wad!
Czego się wstydzisz?
- Znowu trudne pytanie, ale jest coś, o czym mogę powiedzieć. Wstydzę się jak wychodzę na scenę i śmierdzę, bo jestem któryś z kolei dzień w trasie. Publiczność tego nie rozumie i myśli: jak ten burak śmierdzi.
Dlaczego boisz się żony?
- Każdy facet się boi. Facet musi mieć bata nad sobą inaczej nie będzie funkcjonował jak trzeba. Mi tam taki bat służy, innym też polecam.
Twoje domowe obowiązki?
- Ja tylko trawę koszę, bo lubię, a żona się cieszy. Moja żona wyręcza mnie we wszystkim, zna się na wszystkim. I pralkę naprawi, i żelazko, gwóźdź przybije. Ja to mam dwie lewe ręce, tylko głos cudowny.
Mariola Wilczewska
Zespół Boys wystąpi 1 września w Gierzwałdzie.