W niedzielę widzowie Olsztyńskiego Teatru Lalek obejrzeli premierowy spektakl „Tymoteusza wśród ptaków”. Takich okrzyków mogłyby pozazdrościć grupy rockowe. Najmłodsi reagowali bardzo żywiołowo. A krzyknąć zdarzyło się i niejednemu dorosłemu…
Czy miś może wysiedzieć kukułcze jajo? Co na to mieszkańcy lasu i jak z trudną rolą poradzi sobie mały miś? Co na to powie jego tata niedźwiedź? Na te pytania znajdziecie odpowiedź, wybierając się na sztukę „Tymoteusz wśród ptaków”. Opowieść jest kontynuacją przygód sympatycznego misia Tymoteusza z „Tymoteusza i Psiuńcio”. Bohatera wymyślił Jan Wilkowski, którego nie bez powodu nazywa się przyjacielem dzieci.
— On bardzo dobrze rozumiał dzieci — stwierdza Zbigniew Głowacki, dyrektor Olsztyńskiego Teatru Lalek i reżyser spektaklu. — Widział, co naprawdę je boli, cieszy i wykorzystywał swoją wiedzę w dramatach. To przedstawienie ma szansę stać się spektaklem familijnym. Zarówno rodzice, jak i dzieci znajdą coś dla siebie.
„Tymoteusz wśród ptaków” jest barwną opowieścią, w której zachwyca niemalże wszystko. Od scenografii, lalek, aż po grę aktorów. Widać, że aktorzy mają wielką frajdę i to chyba dodaje ich grze skrzydeł. Ich zaangażowanie w opowiadanie historii Tymoteusza docenili widzowie. To oni sami nalegali na to, żeby powstał kolejny spektakl o misiu.
— Popularność „Tymoteusza i Psiuńcia” spowodowała, że o kolejny spektakl dopytywali się rodzice i dzieci — dodaje Głowacki. — Aktorzy uwielbiają teksty Wilkowskiego. Można więc powiedzieć, że zadowolony jestem ja, zespół i mam nadzieję, że także publiczność.
Katarzyna Janków-Mazurkiewicz
Podpisy pod zdjęcia:
— To nasz debiut w teatrze lalek — mówią Marta i Marcin Jastrzębscy, rodzice 3-letniej Marysi i 2-letniego Jaśka, którzy przyjechali z Białegostoku. Dzieci są wnukami reżysera spektaklu. — Oczywiście, jak zaczęliśmy, trzeba będzie kontynuować przygodę z teatrem.
Patrząc na maluchy można było odnieść wrażenie, że w Olsztyńskim Teatrze Lalek czują się jak ryby w wodzie. Nie bez powodu. W końcu mają to po dziadku… Marysia tylko westchnęła: Ach, spodobały mi się misie.
— Moje dwie córki od małego chodzą do teatru — mówi Katarzyna Nykiel-Tujdowska, mama 7-letniej Leny, z którą oglądała przygody Tymoteusza. — Jeździmy na spektakle nie tylko olsztyńskie, ale również do Gdyni, Warszawy. Dlaczego warto? Myślę, że obcowanie ze sztuką, oglądanie spektakli, rozwija dziecięcą wrażliwość i wyobraźnię. To ważne.
— Tu naprawdę można zobaczyć piękne bajki — twierdzą Agnieszka i Jacek Morscy, rodzice 4,5-letniej Weroniki. — Nasza córka bała się może trochę, kiedy była w teatrze pierwszy raz. Teraz zawsze siedzi w pierwszym rzędzie.
— Grałam Tymcia w 1976 roku — stwierdza z uśmiechem Krystyna Milczarek, aktorka Olsztyńskiego Teatru Lalek. — Teraz obejrzałam sztukę jako widz, z prawnuczką. Do teatru chodzi więc już trzecie pokolenie, z czego bardzo się cieszę.
— Nie chodziłem do przedszkola, bo wychowywałem się wśród lalek — dodaje Marcin Milczarek, wnuk pani Krystyny i tata 4-letniej Wiktorii. — Jeździłem z nimi na spektakle, znałem chyba prawie wszystkie sztuki na pamięć. Zawsze ciepło to wspominam.
— On bardzo dobrze rozumiał dzieci — stwierdza Zbigniew Głowacki, dyrektor Olsztyńskiego Teatru Lalek i reżyser spektaklu. — Widział, co naprawdę je boli, cieszy i wykorzystywał swoją wiedzę w dramatach. To przedstawienie ma szansę stać się spektaklem familijnym. Zarówno rodzice, jak i dzieci znajdą coś dla siebie.
„Tymoteusz wśród ptaków” jest barwną opowieścią, w której zachwyca niemalże wszystko. Od scenografii, lalek, aż po grę aktorów. Widać, że aktorzy mają wielką frajdę i to chyba dodaje ich grze skrzydeł. Ich zaangażowanie w opowiadanie historii Tymoteusza docenili widzowie. To oni sami nalegali na to, żeby powstał kolejny spektakl o misiu.
— Popularność „Tymoteusza i Psiuńcia” spowodowała, że o kolejny spektakl dopytywali się rodzice i dzieci — dodaje Głowacki. — Aktorzy uwielbiają teksty Wilkowskiego. Można więc powiedzieć, że zadowolony jestem ja, zespół i mam nadzieję, że także publiczność.
Katarzyna Janków-Mazurkiewicz
Podpisy pod zdjęcia:
— To nasz debiut w teatrze lalek — mówią Marta i Marcin Jastrzębscy, rodzice 3-letniej Marysi i 2-letniego Jaśka, którzy przyjechali z Białegostoku. Dzieci są wnukami reżysera spektaklu. — Oczywiście, jak zaczęliśmy, trzeba będzie kontynuować przygodę z teatrem.
Patrząc na maluchy można było odnieść wrażenie, że w Olsztyńskim Teatrze Lalek czują się jak ryby w wodzie. Nie bez powodu. W końcu mają to po dziadku… Marysia tylko westchnęła: Ach, spodobały mi się misie.
— Moje dwie córki od małego chodzą do teatru — mówi Katarzyna Nykiel-Tujdowska, mama 7-letniej Leny, z którą oglądała przygody Tymoteusza. — Jeździmy na spektakle nie tylko olsztyńskie, ale również do Gdyni, Warszawy. Dlaczego warto? Myślę, że obcowanie ze sztuką, oglądanie spektakli, rozwija dziecięcą wrażliwość i wyobraźnię. To ważne.
— Tu naprawdę można zobaczyć piękne bajki — twierdzą Agnieszka i Jacek Morscy, rodzice 4,5-letniej Weroniki. — Nasza córka bała się może trochę, kiedy była w teatrze pierwszy raz. Teraz zawsze siedzi w pierwszym rzędzie.
— Grałam Tymcia w 1976 roku — stwierdza z uśmiechem Krystyna Milczarek, aktorka Olsztyńskiego Teatru Lalek. — Teraz obejrzałam sztukę jako widz, z prawnuczką. Do teatru chodzi więc już trzecie pokolenie, z czego bardzo się cieszę.
— Nie chodziłem do przedszkola, bo wychowywałem się wśród lalek — dodaje Marcin Milczarek, wnuk pani Krystyny i tata 4-letniej Wiktorii. — Jeździłem z nimi na spektakle, znałem chyba prawie wszystkie sztuki na pamięć. Zawsze ciepło to wspominam.