środa, 23 sierpnia 2017

Na dostrzegalni trzeba mieć sokole oko

2010-07-23 00:00:00

Na dostrzegalni przez pół roku wypatrują pożarów lasów w okolicach Olsztyna. Ich szybkie reakcje utrzymują ogień w ryzach. To konieczne, w lasach wprowadzono najwyższy stopień zagrożenia pożarowego.


Przeciwpożarowa wieża obserwacyjna Nadleśnictwa Kudypy stoi pośrodku lasu w Łupstychu. Żeby rzucić z niej okiem, trzeba pokonać 158 spiralnych schodów i wspiąć się po drabince.

Można się porządnie zadyszeć, a zawrót głowy po wspinaczce kręconymi schodami wzmaga uczucie niepewności na szczycie. Jesteśmy na wysokości ok. 40 metrów nad ziemią. Wrażenie wysokości hamuje miękki, zielony dywan lasu, który szczelnie zasłania gołą ziemię. No, chyba że spojrzeć prosto w dół — wtedy ręce same zaciskają się mocniej na barierce wąskiego tarasu otaczającego wieżę.

— Lęku wysokości nie można tu mieć — śmieje się Adam Zalewski, obserwator, który od kwietnia do końca września codziennie spędza tu kilka godzin. — Ja nawet polubiłem tę wysokość, taka perspektywa pozwala inaczej spojrzeć na świat.
Adam Zalewski na zmianę z Michałem Uzarskim są odpowiedzialni za dostrzeżenie pożaru lasu w promieniu nawet 9 kilometrów. Widzą Gronity, Warkały, Redykajny i sporą część Olsztyna. Ale w ich zasięgu są też tereny okolice Biesalu, Unieszewa, Bukwałdu, Komorowa i Dywit.

— Dostrzec pożar to nie wszystko. Trzeba jeszcze prawidłowo ustalić gdzie się pali i przekazać meldunek — precyzuje Zalewski.

Dostrzegalnia zwieńczona jest ośmiokątnym pomieszczeniem o średnicy ok. 2 metrów. W rogu wisi mapa sytuacyjna pola obserwacji, w centralnym punkcie kierunkomierz, obok radiotelefon do łączności ze światem.

— Częściej tu widzę zwierzęta niż ludzi. To wdzięczne miejsce do obserwacji, bo one nie zdają sobie sprawy z mojej obecności, więc widoki bywają niecodzienne — opowiada Adam. — Można się tu zrelaksować, panorama porusza wyobraźnię — wyznaje. Jednak co parę minut chwyta za lornetkę i uważnie przeczesuje wzrokiem wierzchołki otaczających nas lasów.

— Najgorsze jest to, że większość alarmów powoduje niefrasobliwość ludzka. To fałszywe alarmy, bo ktoś, na przykład pali coś na swojej działce. Jeśli dym się utrzymuje, daję o tym znać i naprowadzam strażaków na źródło — tłumaczy Zalewski.

Taki fałszywy alarm kosztuje, a strażacy mogą nie zdążyć pomóc komuś naprawdę. Dlatego leśnicy apelują o rozwagę.
— Wystarczy zadzwonić do najbliższej jednostki straży pożarnej i poinformować, że mamy zamiar palić ognisko czy jakieś liście — wyjaśnia Grzegorz Jeznach z Nadleśnictwa Kudypy. — Przy takiej pogodzie to wyjątkowo ważne. W tym roku na szczęście udało nam się ustrzec przed poważniejszymi pożarami, ale trzeba być czujnym. Dlatego obserwację prowadzimy wielotorowo: mamy patrole naziemne, obserwację lotniczą oraz z wieży. Ta w Łupstychu powstała w 2005 roku.
Leśnicy przypominają o ostrożności, jaką trzeba zachować w lesie, szczególnie latem. W czwartek wprowadzono trzeci, najwyższy stopień zagrożenia pożarowego.

— Krótkie ochłodzenie i deszcze nie zmieniają sytuacji — twierdzi Grzegorz Jeznach. — Dwa słoneczne dni i zagrożenie wraca na pogranicze II i III stopnia.

Szymon Tarasewicz

Uwaga! To jest archiwalny artykuł. Może zawierać niaktualne informacje.