Wtorek, 9 czerwca 2026

Niebieski dym legendy

2010-05-13 00:00:00

Po raz pierwszy w Olsztynie trabanty zakorkują miasto. Taki jest plan organizatorów zlotu tych kultowych samochodów. Impreza odbędzie się w niedzielę.

— Mój trabant to samochód od święta, czyli okaz kolekcjonerski — przyznaje Daniel Olesiński, organizator zlotu. — Na co dzień męczę praktyczne auto, jeżdżę golfem. Trabant jest tak wypieszczony, że szkoda mi go na olsztyńskie drogi. Ale w niedzielę chętnie wcisnę gaz.
Wszystko zaczęło się kilka lat temu. Daniel zaraził się od sąsiada, który często przed blokiem naprawiał swojego trabanta.
— On startował swoim trabantem w rajdach i cały czas w nim grzebał — wspomina Daniel. — Podnosił trabanta na lewarku, malował, picował, a ja patrzyłem. A przyciągał mój wzrok, bo był cały czarny. Felgi miał tylko pomarańczowe. Tak mi się spodobał, że przy tej kolorystyce zostałem. Czarnego jest jednak u mnie mniej, więcej w nim pomarańczy. Kolega miał jednak starszy typ trabanta, który pyrkał, gdy stał na światłach. Mój ma nowszy silnik, brakuje mu tego charakterystycznego pomruku, niebieskiego dymu z rury wydechowej i zapachu spalonego oleju i paliwa. Ale trabant to trabant!

Palcem w przeszłość
Samochód Daniela zwraca uwagę już od dawna. W pamięć wbiła mu się szczególnie droga powrotna z lakierni.
— Pamiętam, że to była niedziela — opowiada organizator zlotu. — Trabant jechał na lawecie, mijaliśmy kościół, z którego akurat wylały się tłumy. Wszyscy starsi ludzie prawie znieruchomieli. Wpatrywali się w mój samochód, pokazywali palcem. Wiele starszych osób marzyło przecież o tym, żeby mieć trabanta. Wielu może miało, więc obudziło się w nich wspomnienie dawnych czasów.

Szaleństwo z umiarem
Trabant to mały, tani samochód produkowany w dawnej NRD. Jego nadwozie było w większej części wykonane z plastiku, przez co przylgnęło do niego wiele nie zawsze pieszczotliwych określeń — to sputnik na kółkach, ford karton, mydelniczka, trampek, a nawet zemsta Honeckera.
— W trabancie podoba mi się prostota i to, że w wypielęgnowanym samochodzie nie ma się co popsuć — przyznaje Daniel. — Można lać tylko w niego paliwo, wsiadać i jeździć. Pali niestety trochę dużo. Po mieście połyka mi 10 litrów benzyny na sto kilometrów, ale dlatego, że jeżdżę niespokojnie. Mój trabant ma tak charakterystyczny kolor, że aż się prosi, żeby wdepnąć gaz i przemknąć przez miasto. Trabant jest stosunkowo lekki i bardzo fajnie przyspiesza. Gdy jeżdżę trabantem, szaleję, ale z umiarem.

Korki na ulicach
Na pierwszy zlot w Olsztynie zgłosiło się jak na razie kilka osób, ale zjawić się może każdy. Nie ma list, zapisów ani wpisowego. Wystarczy miłość do trabanta.
— Co się będzie działo w niedzielę? Tego dokładnie nie wiem, bo wszystko zależy od pogody — twierdzi organizator. — To ona dyktuje warunki i mam nadzieję, że nie popsuje nam planów. Spotykamy się przy „szubienicach”, żeby potem zakorkować trochę miasto, jechać wolno ulicami w stronę plaży miejskiej. Tam będziemy grillować i cieszyć się naszymi samochodami.

Start zlotu trabantów o godz. 14 na placu pod „szubienicami”.

Ada Romanowska
Uwaga! To jest archiwalny artykuł. Może zawierać niaktualne informacje.