Czwartek, 24 stycznia 2019

Ostatni gest olsztyńskiej pantomimy

2009-11-27 00:00:00

To ostatnia szansa, żeby obejrzeć spektakl Pantomimy Olsztyńskiej. Po poniedziałkowym spektaklu „Nazwać chwilowe na zawsze” teatr zawiesi działalność.

— Chodź, spróbujemy — tak powiedziała do mnie raz moja synowa, gdy przeczytała w gazecie, że jest nabór do pantomimy — opowiada Grażyna Czyczyn, aktorka. — Poszłyśmy we dwie i zostałyśmy przyjęte, ale to ja biorę czynny udział w próbach. Synowa zaszła w ciążę, a ja na tyle się wciągnęłam, że nie wyobrażam sobie, że niedługo będzie koniec. Gdy byłam dzieckiem, zawsze myślałam o teatrze, ale nigdy nie zrealizowałam swoich marzeń. Dopiero z pięćdziesiątką na karku udało mi się stanąć na scenie. Późno? Wcale nie. Niesamowita jest ta radość tworzenia. Nawet mąż, który jest umysłem ścisłym, nie sprzeciwia się mojej pasji. Na początku nie mógł mnie zrozumieć, ale przyszedł raz na spektakl. Nie mógł uwierzyć, że jego żona takie rzeczy wyprawia! Bo normalnie w tym wieku robi się swetry na drutach, a nie gra w teatrze. Ale kto powiedział, że tak być musi?

Różnorodność ruchu.
Pantomimę Olsztyńską stworzył w 1957 roku Tadeusz Ostakiewicz — człowiek niesłyszący, ale z wielką pasją twórczą. Aktorzy „grali” u niego językiem migowym. Dwa lata później do zespołu dołączył dołączył Bohdan Głuszczak, który wprowadził pantomimę. Przez lata teatr stworzył kilkanaście spektakli wystawianych na scenach całego świata. Muzykę do przedstawień komponowali m.in. Krzysztof Penderecki i Czesław Niemen. Od 2002 roku teatrem kieruje mieszkający w Poznaniu Wiesław Piesak. Jednak nie tylko odległość Warmii od Wielkopolski jest powodem zawieszenia działalności. Chodzi o pieniądze i salę prób, których brak.
— Dzisiaj fundusze na działalność grup takich jak my są nie do zdobycia — żali się Grażyna Czyczyn. — Szkoda... Będzie brakowało mi prób. Podczas spotkań ćwiczyliśmy przede wszystkim eurytmię — wyrażanie ruchem mowy, poszczególnych wyrazów, imion. Można pokazać, czy imię jest twarde czy miękkie, jaki człowiek ma charakter. Bardzo zżyliśmy się ze sobą, poznaliśmy. To niesamowite, bo w naszym teatrze grają przeróżni ludzie — mowa o wieku, charakterze, zainteresowaniach. To będzie można dostrzec podczas spektaklu, bo reżyser Wiesław Piesak wykorzystał cechy naszych osobowości. Każdy z nas jest indywidualny i dzięki temu spektakl jest różnorodny. Ze starej pantomimy został tylko jeden człowiek — głuchoniemy pan Romuald Orzoł. Nie znam języka migowego, ale rozumiemy się świetnie. Gdy z nim rozmawiam, pokazuję rękami, o co mi chodzi, a on to rozumie. A jeśli mam problem z wytłumaczeniem mu myśli, biorę kartkę i zapisuję.

Ostatni raz
Spektakl „Nazwać chwilowe na zawsze” to wizja historii miasta europejskiego.
— Reżyser ukazuje przemiany, jakie zachodzą od czasów prehistorycznych po współczesność — opowiada aktorka. — Miasto kształtuje się przez choroby, pożary, wojny i dochodzi do punktu, w jakim jest dzisiaj. Przedstawieniu towarzyszy niesamowita muzyka i piękne wizualizacje. Warto nas obejrzeć ten ostatni raz.

Sztukę można zobaczyć w CEiIK-u 30 listopada o godz. 9 i 11 (bilet: 7 zł) i o godz. 19 (bilet: 12 zł).

Ada Romanowska
Uwaga! To jest archiwalny artykuł. Może zawierać niaktualne informacje.