— Wbrew pozorom bardzo dużo Ślązaków na Warmię i Mazury jeździ. Wielu z nas też jest żeglarzami, więc na jeziorach często bywamy nie tylko muzycznie, ale i czysto prywatnie — przyznaje Łukasz Kulesza z Beltaine. Grupa zagra w sobotę w Olsztynie.
Graliście m.in. w Meksyku, Malezji, we Włoszech... Podróże kształcą?
— Każdy taki wyjazd to cała góra inspiracji. Muzyka folkowa czy bardziej tzw. world music stoi na świecie na naprawdę wysokim poziomie. Kontakt z innymi muzykami pozwala otwierać nam oczy i uszy na nowe brzmienia, często zupełnie nieosiągalne w kraju. Oczywiście już sam wyjazd, szczególnie do „egzotycznego” kraju, jest ogromną przygodą.
Co was fascynuje w muzyce celtyckiej?
— Myślę, że każdego z nas pociąga w niej coś innego. To naprawdę błogata muzyka, łącząca niesamowity entuzjazm i żywiołowość z melancholią i zadumą. To, co piękne w każdej tradycyjnej muzyce to jej autentyczność i emocje. Dlatego też opieramy się na tradycji i ona jest naszą inspiracją. Korzystamy z tradycyjnych melodii, sposobów artykulacji dźwięku, ale staramy się robić muzykę autentyczną również dla nas samych. A że sami słuchamy często bardziej współczesnych brzmień, stąd i w naszej muzyce znaleźć można inspiracje choćby funkiem czy hip-hipem.
A co — waszym okiem — fascynuje ludzi, którzy przychodzą na wasze koncerty i kupują płyty?
— Z odbiorcami jest dokładnie tak samo — muzyka celtycka jest dość uniwersalna i każdy może w niej znaleźć coś dla siebie. Staramy się przekazać ludziom emocje, które towarzyszą nam podczas grania. A że granie dla nas to ogromna radość, więc mam nadzieję, że nasi słuchacze znajdują w naszych kawałkach dużo pozytywnych wibracji.
Pochodzicie z Katowic, gracie muzykę celtycką, a wasz najnowszy singiel to „Łódź by Night”. Skąd taki rozrzut?
— Muzyka jak widać nie zna granic… Poważnie jednak mówiąc, nasze utwory mają często bardzo dziwne nazwy i zwykle wynikają z pewnych zdarzeń w zespole, które towarzyszyły przy powstawaniu danego numeru. „Łódź by night” to numer, który powstawał bardzo długo, ale dopiero na próbie, przy okazji jakiegoś koncertu w Łodzi, zaczął nabierać odpowiedniego brzmienia. Sam utwór ewoluował jeszcze dość mocno, ale nazwa już została.
Gracie na instrumentach o dziwnych nazwach. Gdzie się nauczyliście na nich grać? Skąd w ogóle je wytrzasnęliście?
— Główne źródło wiedzy na ten temat w obecnych czasach to internet. Drugim sposobem nauki są warsztaty prowadzone przez muzyków przy okazji różnych festiwali. Ciekawostki instrumentalne to także jedna z korzyści wspominanych wyjazdów w egzotyczne miejsca.
Ślązakom daleko na Warmię... Ale może wspominacie żywiołowo jakieś wakacje wśród jezior?
— Wbrew pozorom bardzo dużo Ślązaków na Warmię i Mazury jeździ. Wielu z nas też jest żeglarzami, więc na jeziorach często bywamy nie tylko muzycznie, ale i czysto prywatnie. A wakacji i przygód było sporo… jak to nad jeziorami bywa!
Warmiakom daleko na Śląsk, ale na pewno warto do was przyjechać. No właśnie, dlaczego?
— Też mamy sporo do zaoferowania. Mam nadzieję, że mit o brudnych miastach i wszechobecnych kopalniach powoli upada. Mamy tutaj nie tylko fabryki… ale to trzeba samemu zobaczyć. Jeziora też mamy! A tak z branży muzycznej — Śląsk z pewnością warto odwiedzić dla festiwali — od EuroMed Festival zaczynając, przez OFF’a i Tauron aż po jedyny festiwal muzyki celtyckiej w Polsce, czyli będziński „Zamek”.
Beltaine, Shannon i Elphine zagrają 4 września w amfiteatrze. Start o godz. 19. Wstęp wolny.
Ada Romanowska
— Każdy taki wyjazd to cała góra inspiracji. Muzyka folkowa czy bardziej tzw. world music stoi na świecie na naprawdę wysokim poziomie. Kontakt z innymi muzykami pozwala otwierać nam oczy i uszy na nowe brzmienia, często zupełnie nieosiągalne w kraju. Oczywiście już sam wyjazd, szczególnie do „egzotycznego” kraju, jest ogromną przygodą.
Co was fascynuje w muzyce celtyckiej?
— Myślę, że każdego z nas pociąga w niej coś innego. To naprawdę błogata muzyka, łącząca niesamowity entuzjazm i żywiołowość z melancholią i zadumą. To, co piękne w każdej tradycyjnej muzyce to jej autentyczność i emocje. Dlatego też opieramy się na tradycji i ona jest naszą inspiracją. Korzystamy z tradycyjnych melodii, sposobów artykulacji dźwięku, ale staramy się robić muzykę autentyczną również dla nas samych. A że sami słuchamy często bardziej współczesnych brzmień, stąd i w naszej muzyce znaleźć można inspiracje choćby funkiem czy hip-hipem.
A co — waszym okiem — fascynuje ludzi, którzy przychodzą na wasze koncerty i kupują płyty?
— Z odbiorcami jest dokładnie tak samo — muzyka celtycka jest dość uniwersalna i każdy może w niej znaleźć coś dla siebie. Staramy się przekazać ludziom emocje, które towarzyszą nam podczas grania. A że granie dla nas to ogromna radość, więc mam nadzieję, że nasi słuchacze znajdują w naszych kawałkach dużo pozytywnych wibracji.
Pochodzicie z Katowic, gracie muzykę celtycką, a wasz najnowszy singiel to „Łódź by Night”. Skąd taki rozrzut?
— Muzyka jak widać nie zna granic… Poważnie jednak mówiąc, nasze utwory mają często bardzo dziwne nazwy i zwykle wynikają z pewnych zdarzeń w zespole, które towarzyszyły przy powstawaniu danego numeru. „Łódź by night” to numer, który powstawał bardzo długo, ale dopiero na próbie, przy okazji jakiegoś koncertu w Łodzi, zaczął nabierać odpowiedniego brzmienia. Sam utwór ewoluował jeszcze dość mocno, ale nazwa już została.
Gracie na instrumentach o dziwnych nazwach. Gdzie się nauczyliście na nich grać? Skąd w ogóle je wytrzasnęliście?
— Główne źródło wiedzy na ten temat w obecnych czasach to internet. Drugim sposobem nauki są warsztaty prowadzone przez muzyków przy okazji różnych festiwali. Ciekawostki instrumentalne to także jedna z korzyści wspominanych wyjazdów w egzotyczne miejsca.
Ślązakom daleko na Warmię... Ale może wspominacie żywiołowo jakieś wakacje wśród jezior?
— Wbrew pozorom bardzo dużo Ślązaków na Warmię i Mazury jeździ. Wielu z nas też jest żeglarzami, więc na jeziorach często bywamy nie tylko muzycznie, ale i czysto prywatnie. A wakacji i przygód było sporo… jak to nad jeziorami bywa!
Warmiakom daleko na Śląsk, ale na pewno warto do was przyjechać. No właśnie, dlaczego?
— Też mamy sporo do zaoferowania. Mam nadzieję, że mit o brudnych miastach i wszechobecnych kopalniach powoli upada. Mamy tutaj nie tylko fabryki… ale to trzeba samemu zobaczyć. Jeziora też mamy! A tak z branży muzycznej — Śląsk z pewnością warto odwiedzić dla festiwali — od EuroMed Festival zaczynając, przez OFF’a i Tauron aż po jedyny festiwal muzyki celtyckiej w Polsce, czyli będziński „Zamek”.
Beltaine, Shannon i Elphine zagrają 4 września w amfiteatrze. Start o godz. 19. Wstęp wolny.
Ada Romanowska