— Zawodowe bieganie wymaga częstych treningów. Od poniedziałku do niedzieli, a nawet częściej — mówi Angelika Przygódzka, studentka energetyki na UWM i biegaczka.
Zabiegana z ciebie dziewczyna. I mistrzyni Polski w biegu na 5000 metrów!
— Medal zdobyłam w Białej Podlaskiej, w młodzieżowych mistrzostwach Polski, czyli w zawodach w kategorii 19-22 lat. W tym roku zaczynam 22 lata, więc w młodzieżówce jestem ostatni rok. Przejdę potem do seniorów. Trenuję już osiem lat i brałam udział w kilku mistrzostwach. Pierwszy raz jednak udało mi się zdobyć tytuł mistrzyni Polski. Dotychczas kończyłam bieg na drugiej pozycji. Teraz przymierzam się do dłuższych dystansów.
Czyli dużo trenujesz.
— Sport to nie taka prosta sprawa: zawodowe bieganie wymaga częstych treningów od poniedziałku do niedzieli, a nawet częściej. Zdarza się, że trenuję dwa razy dziennie. Jednak kiedy mam zajęcia, muszę się dopasować. Studia są dla mnie bardzo ważne, ale czasami przekładam zajęcia na inne dni tygodnia, czyli chodzę z inną grupą. Biegam najczęściej rano. Wstaję o godz. 8, jem śniadanie i trenuję. Po dwóch godzinach idę na uczelnię. Jeśli czas mi pozwala, trenuję też po południu na sali gimnastycznej. Trenuję 365 dni w roku. W sporcie nie ma wakacji. Może we wrześniu i październiku daję sobie trochę luzu, bo wtedy kończy się sezon. Większość mistrzostw odbywa się na przełomie sierpnia i września właśnie, więc potem mogę przystopować. Ale kiedy nie biegam, po tygodniu już nie mogę wytrzymać. Muszę się ruszać: albo pływam, albo w coś gram.
Czyli jesteś uzależniona od ruchu?
— Tak, zdecydowanie! Nie wyobrażam sobie nic nie robić. Nawet jeśli w przyszłości — odpukać — nie wyjdzie mi bieganie, bo przeszkodzi mi kontuzja, i tak będę się ruszać. Nie wyobrażam sobie życia bez sportu.
Gdzie zaraziłaś się bieganiem?
— Koleżanka zaprowadziła mnie do klubu sportowego. Przyznam, że zawsze byłam najlepsza w szkole w biegach. A jeśli coś wychodzi, to się to lubi. Koleżance jednak treningi nie przypadły do gustu, a ja złapałam bakcyla. Najpierw trenerzy widzieli mnie na krótkich dystansach, bo byłam szybka i zwinna. Chcieli, żebym została sprinterką. Czas jednak pokazał, że lepiej mi idzie na dłuższych dystansach. Kto wie, może zaliczę maraton... Marzy mi się olimpiada, ale to dopiero za kilka lat.
Ada Romanowska
— Medal zdobyłam w Białej Podlaskiej, w młodzieżowych mistrzostwach Polski, czyli w zawodach w kategorii 19-22 lat. W tym roku zaczynam 22 lata, więc w młodzieżówce jestem ostatni rok. Przejdę potem do seniorów. Trenuję już osiem lat i brałam udział w kilku mistrzostwach. Pierwszy raz jednak udało mi się zdobyć tytuł mistrzyni Polski. Dotychczas kończyłam bieg na drugiej pozycji. Teraz przymierzam się do dłuższych dystansów.
Czyli dużo trenujesz.
— Sport to nie taka prosta sprawa: zawodowe bieganie wymaga częstych treningów od poniedziałku do niedzieli, a nawet częściej. Zdarza się, że trenuję dwa razy dziennie. Jednak kiedy mam zajęcia, muszę się dopasować. Studia są dla mnie bardzo ważne, ale czasami przekładam zajęcia na inne dni tygodnia, czyli chodzę z inną grupą. Biegam najczęściej rano. Wstaję o godz. 8, jem śniadanie i trenuję. Po dwóch godzinach idę na uczelnię. Jeśli czas mi pozwala, trenuję też po południu na sali gimnastycznej. Trenuję 365 dni w roku. W sporcie nie ma wakacji. Może we wrześniu i październiku daję sobie trochę luzu, bo wtedy kończy się sezon. Większość mistrzostw odbywa się na przełomie sierpnia i września właśnie, więc potem mogę przystopować. Ale kiedy nie biegam, po tygodniu już nie mogę wytrzymać. Muszę się ruszać: albo pływam, albo w coś gram.
Czyli jesteś uzależniona od ruchu?
— Tak, zdecydowanie! Nie wyobrażam sobie nic nie robić. Nawet jeśli w przyszłości — odpukać — nie wyjdzie mi bieganie, bo przeszkodzi mi kontuzja, i tak będę się ruszać. Nie wyobrażam sobie życia bez sportu.
Gdzie zaraziłaś się bieganiem?
— Koleżanka zaprowadziła mnie do klubu sportowego. Przyznam, że zawsze byłam najlepsza w szkole w biegach. A jeśli coś wychodzi, to się to lubi. Koleżance jednak treningi nie przypadły do gustu, a ja złapałam bakcyla. Najpierw trenerzy widzieli mnie na krótkich dystansach, bo byłam szybka i zwinna. Chcieli, żebym została sprinterką. Czas jednak pokazał, że lepiej mi idzie na dłuższych dystansach. Kto wie, może zaliczę maraton... Marzy mi się olimpiada, ale to dopiero za kilka lat.
Ada Romanowska