środa, 1 lutego 2023

Mój skok na megabag w Olsztynie!

2013-09-08 20:00:00 (ost. akt: 2013-09-09 11:14:02)
I skoczyłam!!!

I skoczyłam!!!

Autor zdjęcia: fot. Marcin Kierul

Podziel się:

W sobotę Parkiem Kusocińskiego zawładnęli fani sportów ekstremalnych. To właśnie tam od godziny 10 odbywały się Zawody Sportów Ekstremalnych Jam Heroes.

To było święto sportów ekstremalnych. Miłośnicy akrobacji na deskorolkach i rowerach BMX mogli nie tylko przyglądać się wyczynom zawodników, ale również spróbować swoich sił. Ja też skorzystałam z okazji. Może nie na desce, nie na bmx-ie, ale postanowiłam udowodnić, że Kaśka potrafi!.

Skoczyć z sześciu metrów czy nie skoczyć – oto jest pytanie. Skoczyć! I to na megabag, specjalną superpoduchę, która przyjechała do Olsztyna. Pełna zapału popędziłam do Kusocina. Na początek maleńki kubełek zimnej wody. Trzeba swoje odstać, bo śmiałków do podniebnej przygody nie brakowało. Już stojąc w kolejce zaczęłam się zastanawiać, czy aby dobrze wszystko zrozumiałam. Jest wysięgnik, jest olbrzymia dmuchana poducha – jest przygoda. Zaraz, zaraz, ale czy ja nie powiedziałam, że mam lęk wysokości? Taki mały drobiazg.
— Proszę się nie bać, to ma być przyjemność — zapewniał mnie członek ekipy megabag, który wyprowadzał uczestników w chmury.

Czego to się w życiu nie robi


Patrząc na uśmiechy osób, które już lądowały na megabag trudno było mu nie przyznać racji. Podpisałam też przed chwilą dokument, że jestem w pełni zdrowa, wiem, że nie można skoczyć na głowę, nie połamię sobie nóg itp. No cóż, ewentualnie dostanę zawału serca. Trzymając się kurczowo barierki wjechałam na wysokość sześciu metrów. Ktoś mógłby prychnąć z pogardą. Ba, to drugie piętro, a nie wieżowiec. Może dla kogoś, którego żywiołem jest powietrze. Ja zdecydowanie wolę twardo stać na ziemi. Ewentualnie może być woda. W obecnej sytuacji nie było odwrotu. W pracy się rzekło, że się skoczy, to trzeba brać się do roboty. Z miną "czego to ja już w życiu nie robiłam" wzięłam konieczny rozbieg i z piskiem stóp zahamowałam przed krawędzią.
— A może pan jednak trochę opuścić — jęknęłam trochę zażenowana, bo przecież miałam być odważną fanką ekstremalnych wrażeń, a tu taka porażka.

W końcu — skok!


Podejście drugie, dwadzieścia motywujących wdechów. I nic. Znów zahamowałam. Do trzech razy sztuka. A może czterech? Tego już nie pamiętam, bo leciałam. I wtedy dopiero sobie uświadomiłam, że to niesamowite uczucie. Fajnie poczuć wiatr we włosach i wylądować w miękkiej poduszce. Dla takich chwil się żyje. Przełamałam strach, przeżyłam wspaniałą przygodę. No i otrzymałam brawa za odwagę. Zazdroszczę spadochroniarzom. Oni takie emocje mają na co dzień.

Katarzyna Janków-Mazurkiewicz
k.jankow@naszolsztyniak.pl

Komentarze (1) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. jam #1193253 | 46.169.*.* 9 wrz 2013 10:43

    Kasiuuuuuuuu leciałaś ekstremalnie!!!

    ! - + odpowiedz na ten komentarz