środa, 1 lutego 2023

Cztery lata walczyli o żłobki. Radni z Olsztyna pod lupą

2014-06-03 11:37:26 (ost. akt: 2014-06-03 23:06:26)

Autor zdjęcia: flickr.com

Podziel się:

Tyle państwo, a co samorządowcy? O to zapytaliśmy tych, którzy zasiadają w komisji zdrowia, opieki społecznej i rodziny w Radzie Miasta Olsztyna.

Ewa Zakrzewska, przewodnicząca komisji

Przewodniczy Pani Komisji Rodziny, co udało się wam zrobić, by przekonać olsztyniaków do zakładania rodzin?
— Komisja wsparła wiele pomysłów. Co roku zdobywamy pieniądze na żłobki niepubliczne, którym brakuje pieniędzy. W tej chwili mamy 500 miejsc w żłobkach, a w samych miejskich 240. Inną naszą inicjatywą było przeprowadzenie ankiety w szkołach. Okazało się, że aż 60 procent nie ma drugiego śniadania. Chcemy, by dostawały, by dostawały ten posiłek w szkole. Również dzięki naszej inicjatywie szpital miejski ma piękny oddział położniczy i noworodkowy i tę placówkę wspieramy. By namówić kobiety do rodzenia dzieci potrzebne jest wsparcie w systemie opieki żłobkowej, przedszkolnej, szkolnej. Ustaliliśmy, że w Karcie Dużej Rodziny, przy np. trójce dzieci matka płaci tylko za pierwsze dziecko w żłobku, a za pozostałą dwójkę symboliczną złotówkę. Oczywiście nie mówimy tutaj o wyżywieniu.

Głosowała pani za likwidacją dopłaty do becikowego?
— Wydawało się nam, że ta jednorazowa kwota w wysokości 200 zł niewiele wnosiła. Bardziej przydatne były możliwości mniejszych opłat płacenia za żłobek. Niewiele kobiet odczuło wymierne korzyści tego gestu, jakim była dopłata do becikowego. Postawiliśmy na inne strategie, które rzeczywiście wspierają rodziny.

A Olsztyn potrzebuje polityki demograficznej?
— Jesteśmy jedynym miastem w Polsce, które ma dodatnią demografię. A nasza polityka polega na wzmacnianiu rodziny. Nawet to, że budujemy Aquasferę, dzięki której rodziny mogą aktywnie spędzać wolne chwile. Jestem również w komisji oświaty, w której wnioskowałam o to, by dzieci miały możliwość spędzania wolnego czasu i wykorzystywania godzin pozalekcyjnych w świetlicy. Polityka demograficzna powinna polegać na wielu działaniach. Nie chodzi tylko o wspieranie wyłącznie rodzin ubogich. Chodzi o to, by wspierać wszystkie rodziny.

Paweł Ejzenberg
Czy Pana zdaniem Komisja Rodziny wystarczająco wspiera ludzi w Olsztynie do zakładania rodzin?
— Myślę, że trzeba rozróżnić to, co może miasto i to, co powinno być wprowadzone przez państwo jako całość. Miasto wspiera rodziny przez m.in. udogodnienia zawarte w Karcie Dużej Rodziny. I z tego co wiem, cieszy się ona dużym powodzeniem. Może wydawać, że to narzędzie niewystarczające i miasto mogłoby zrobić więcej, ale wszystko rozbija się o pieniądze. Też bym chciał, by było to o wiele więcej. Jednak wydział finansów naszego miasta ma to tak skalkulowane, by np. zadłużenie drastycznie się nie zwiększało.

A co pan zrobił olsztyńskich rodzin?
— Przede wszystkim o walczę o dostęp do żłobków i przedszkoli, co w przypadku olsztyńskim i tak nie wygląda najgorzej. Co roku pojawia się kwestia dofinansowania żłobków niepublicznych. One są i tak w utrzymaniu dużo tańsze, niż gdybyśmy mieli budować kolejne miejskie żłobki. Tę dotację próbowałbym zwiększyć. Natomiast to też, jak wspomniałem wcześniej, rozbija się o pieniądze. A tych na wszystko jest za mało.

Głosował pan za likwidacją dopłaty do becikowe?

— Ja jestem przeciwny becikowemu dla wszystkich. Moim zdaniem są rodziny, które są tak dobrze sytuowane, że tak naprawdę nie potrzebują becikowego. Te powinny być formą wspierania najuboższych. Likwidując tę dopłatę, kierowaliśmy się tym, by to wsparcie trafiało do najbardziej potrzebujących. Zdaję sobie sprawę, nie jest popularne, to co mówię. Chodzi mi o to, by szeroko rozumiana pomoc społeczna była kierowana dla rodzin wielodzietnych i najuboższych, które tego wsparcia potrzebują.

A Olsztyn potrzebuje polityki demograficznej?
— Polityka demograficzna powinna mieć zastosowanie w całym kraju. W przypadku Olsztyna sytuacja wygląda stosunkowo pozytywne. Wszystkie działania nie powinny być oderwane od reszty, które funkcjonują w kraju. Samorząd decydując się na taki element polityki musi mieć na to środki, a wiemy wszyscy jak wygląda sytuacja. Chyba że byłby rządowy program prorozwojwy dla rodzin. I wtedy, jeżeli samorządy miałyby pieniądze by go promować, jestem jak najbardziej za tym.

Krystyna Flis
Czy pani zdaniem Komisja Rodziny wystarczająco wspiera olsztyńskie rodziny?
— Co roku staramy się o zwiększenie środków dotacji na olsztyńskie żłobki, byłam również jednym z orędowników Karty Dużej Rodziny. Staramy się wspierać również działalność przedszkoli. Myślę, że rodzinom w Olsztynie byłoby łatwiej, gdyby wprowadzono dodatkowe środki dla rodzin z dziećmi, mniejsze opłaty np. za przejazdy komunikacją miejską, niekończące się na zniżce wyłącznie 50-procentowej. Każde jednak postulaty napotykają na problemy w postaci tłumaczeń, że na wszystko w budżecie miasta nie starczy pieniędzy.

Co pani zrobiła dla poprawy życia olsztyńskich rodzin?
— Zawsze wnioskowałam za tym, że Olsztynowi nie są potrzebne kolejne bezużyteczne place czy czteropasmowe drogi. Trzeba bardziej zadbać o chodniki, żeby matki mogły spokojnie przemieszczać się po nich wózkami, zwiększyć dostępność do placów zabaw. Głosowałam też za podwyżkami dopłat w przypadku mieszkalnictwa komunalnego. Stan mieszkań socjalnych jest dramatyczny. To straszne, by rodziny w XXI wieku mieszkały w warunkach urągających człowieczeństwu. Chciałam również, by wspierać rodziny zadłużone. Niech każdy członek takiej rodziny ma możliwość odpracowania długu. Nie byłoby konieczności zatrudnienia pracowników. To lokator mógłby pomalować, skosić trawę, posprzątać. Odpracowałby dług, a miasto by skorzystało.

Głosowała pani za likwidacją dopłaty do becikowego?
— Absolutnie głosowałam przeciwko. W naszym mieście rodziny żyją bardzo skromnie i zabieranie im tych pieniędzy było złą decyzją.

A Olsztyn potrzebuje polityki demograficznej?
— Mam to szczęście, że moje rodzeństwo, a jest ich czwórka, pozostało w Olsztynie. Mój syn ma trójkę dzieci. I znaleźli swoje miejsce w Olsztynie. Trudno jednak nie zauważyć, że rodzinom nie żyje się łatwo. Powinny więc powstawać nie tylko kolejne sklepy i galerie handlowe, a nowe zakłady pracy. W ten sposób powinniśmy ściągać młode rodziny. Zatrzymać emigrację za pracą poza granice Polski. Polityka demograficzna powinna się też wiązać z budowaniem infrastruktury dla rodzin — placów zabaw, żłobków, przedszkoli. Tylko dzięki wprowadzanym zmianom Olsztyn może być miastem szczęśliwych ludzi.

Krzysztof Kacprzycki
Jak Komisja Rodziny zachęca olsztyniaków do zakładania rodzin?
— Staramy się, ale mamy ograniczone możliwości. W dużej mierze postulaty, które chcemy zrealizować zawsze wiążą się ze sprawami finansowymi. Za finanse w mieście jest odpowiedzialny prezydent. Moim zdaniem nasz prezydent nie wykazuje odpowiedniego zaangażowania w sprawy związane z rodziną. Po pierwsze, sprawa żłobków i przedszkoli. Zawsze staramy się wspierać, nawet właścicieli prywatnych żłobków, by ulżyć mieszkańcom, którzy mają małe dzieci. Wnioskujemy, by subwencja desygnowana przez prezydenta, była wyższa, by to finansowanie podnieść. W tej chwili czego oczekuję jako wiceprzewodniczący tej komisji zmian w dostępności do żłobków. Druga kwestia to rynek opieki prywatnej. Niania w Olsztynie przeciętnie pobiera około 1 tys. złotych. Nie ukrywajmy, jeśli ktoś zarabia 10 tys., to nie jest do dla rodziny problemem, ale nie zarabiamy tak w naszym mieście. Rodzice stają przed wyborem: pracować za 1 tysiąc złotych, wszystko oddać opiekunce i nie widzieć dziecka, albo szukać innych rozwiązań. To miasto powinno szukać innych rozwiązań. Na pewno będę mówił o tym i starał się podkreślić wagę tego problemu.

A co panu zawdzięczają olsztyńskie rodziny?
— Mocno w mojej pamięci utrwali się fakt, jak walczyliśmy o przedszkole na Osiedlu Generałów. Chciano je sprywatyzować, a w pewnym momencie nawet nie chciano wybudować. Udało się jednak je wybudować i w tej chwili 150 dzieci ma właściwą opiekę w przedszkolu. Walczyłem też o miejsca, gdzie można z dzieckiem pojeździć rowerem na swoim osiedlu. Tak było z Zaciszem, gdzie zniszczono nam drogę z płyt betonowych i ciężko było nią spacerować. Dzięki moim staraniom dziś na Osiedle Zacisze można dojechać komunikacją miejską czy dojść chodnikiem, co wcześniej nie było możliwe. Byłem jednym z orędowników Karty Dużej Rodziny. Choć ta pomoc jest w dużej mierze zbyt iluzoryczna, bo rodziny których nie stać na posłanie dziecka do przedszkola nie ucieszą zniżki na basen czy do teatru.

A był pan za likwidacją dopłaty do becikowego?
— O ile pamiętam, wstrzymałem się od głosu. Tak naprawdę środki powinniśmy wydawać na nowe miejsca w żłobkach czy przedszkolach. Dwieście złotych jednorazowo do niczego się nie przyda. Jak wtedy wyliczyliśmy więcej kosztuje obsługa urzędnicza, niż realna pomoc rodzicom. My nie mamy pomagać Poczcie Polskiej, a rodzinom. Symbolicznie rzeczywiście było to widocznie. Do posiadania dzieci dwieście złotych nie zachęci, bo ta kwota nie starczy nawet na pieluchy. W Olsztynie powinniśmy rodzicom dopłacać do szczepień, by nie kłuć dzieci wiele razy. A pieniądze wydawane są na łatanie dziur w drogach wykonanych przez kiepskich wykonawców.

Konrad Lenkiewicz
Czy Komisja Rodziny wspiera olsztyniaków do zakładania rodzin?
— Nie wiem. Trudno mi na to pytanie odpowiedzieć. Wprowadzono udogodnienia Karty Dużej Rodziny. Ja nie wiem, czy zawarte w niej ułatwienia, rzeczywiście poprawią jakość życia olsztyńskich rodzin. To nie jest problem komisji, ale polityki którą prowadzi państwo.

A co pan zrobił dla olsztyńskich rodzin?
— To były bardzo różne projekty, począwszy od rozporządzeń w sprawie przeciwdziałania patologii, współpracy z MOPS-em, MZPiT-em, po kwestie dotyczące dopalaczy.

A za likwidacją dopłaty do becikowego pan głosował?

— Nie pamiętam. Zajmujemy się naprawdę wieloma ustawami.

Olsztyn potrzebuje polityki demograficznej?

— Na pewno potrzebuje. Nie mamy zakładów pracy, a jedynym naszym bogactwem jest turystyka. Musi nastąpić naprawdę silny rozwój, by powstrzymać odpływ ludzi.

Joanna Misiewicz
Jak Komisja Rodziny wspiera olsztyńskie rodziny?
— Przykładem jest Karta Dużej Rodziny. Zajmujemy się dziećmi w szkołach, przedszkolach. Ostatnio, pomimo że nie jesteśmy komisją mieszkaniową, pomogliśmy jednemu z mieszkańców. Miasto przyznało mu mieszkanie socjalne, ale warunki były straszne. Teraz zwróciliśmy się z prośbą, by otrzymał inne. Moją inicjatywą, którą później zajęła się komisja było zorganizowanie specjalnej ankiety w szkołach. Wyniki były porażające. Okazało się, że co drugie dziecko przychodzi do szkoły bez śniadania. Dzięki naszym działaniom dzieci w szkołach otrzymywały mleko, owoce lub bułeczkę, w zależności od placówki. Ostatnią inicjatywą była Karta Dużej Rodziny. Olsztyniacy, którzy już w tej chwili z tego korzystają, są z tego niezwykle zadowoleni.

Co było pani osobistym sukcesem?
— Ta inicjatywa z ankietą. Najważniejsze było zdiagnozowanie problemu. Nie wiedząc na czym polega nie można ukierunkować pomocy. Kiedy pracujemy w komisji trudno rozgraniczyć działania indywidualnie. Kiedy zgłaszany jest problem żłobków, pracujemy zespołowo. Każdy z nas jest wówczas po części autorem finału, czyli przyznania dotacji żłobkom.

Głosowała pani za likwidacją dopłaty do becikowego?
— Uważam, że dopłata powinna zostać, a becikowe powinno być większe. Nie pamiętam czy byłam obecna na głosowaniu. Z racji wykonywanego zawodu mam dużo wyjazdów służbowych.

A Olsztyn potrzebuje polityki demograficznej?
— Oczywiście. Patrząc nawet na moich najbliższych, którzy mają po jednym dziecku. Dzieci są naszą przyszłością. Jakie mogą być działania na tym polu? To mogą być ułatwienia, np. w dostępie do mieszkań socjalnych, większe ulgi, becikowe, czy dopłaty do podręczników w szkołach. Moim zdaniem powinno się wrócić do stałego zestawu książek, jak to było przed laty. Myślę, że miasto powinno tak zorganizować system opieki społecznej, by do każdej rodziny pomoc była dostosowana indywidualnie.

Ewa Wirska
Co Komisja Rodziny zrobiła, by wesprzeć olsztyńskie rodziny?
— Inicjatywy komisji są ograniczone budżetem miejskim, w którym dokonuje się coraz większych cięć dotacji w obszarze społecznym. Nagłośnioną medialnie, inicjatywą miasta dla rodziny, ale raczej o charakterze symbolicznym niż sprawczym, jest Karta Dużej Rodziny. Jednostki miasta wywiązują się dobrze ze swoich obowiązków, ale narzucone limity ustawowe ograniczają zakres ich działania i przez to nie wspierają rodzin należycie. Komisja m.in. dofinansowuje żłobki, ale są to bardzo minimalne kwoty. Brak polityki prorodzinnej państwa przekłada się na działania samorządu, w tym na olsztyński i działania komisji.

A co pani osobiście udało się zrobić?
— Nie mogę zachęć mieszkańców, żeby rodzili więcej, jak to było ostatnio w filmie „Ranczo”, gdzie pani chodziła po wsi i prosiła, by się jednak zmobilizowali. To muszą być narzędzia, które zachęcają rodzinę. ja osobiście wspieram inicjatywę ogólnopolską „Szkoła przyjazna rodzinie”. To kontrofensywa do ofensywy genderowskiej. Wychodzi ona z założenia, że wartości, które przekazuje rodzina powinny mieć swoje odzwierciedlenie w szkole. Podtrzymywanie wartości, jak małżeństwo mężczyzny i kobiety, niezachęcanie do rozwiązłości, niepromowanie seksualizmu wśród dzieci. A podtrzymywanie wartości tradycyjnych. Stanęłam w obronie szkoły z klasami terapeutycznymi i przeciwstawiałam się ich likwidacji.

A jak pani głosowała w sprawie dopłaty do becikowego?
— Byłam przeciwna odrzuceniu becikowego. Kilka razy potem podnosiłam, że likwiduje się tę dopłatę, a inwestuje się w niekoniecznie rzeczy pierwszej potrzeby, jak tramwaje. Może warto zrezygnować z któregoś basenu, ze względu na to, że udział własny w inwestycji zmusza miasto do oszczędności w drobnych kwotach. Dopłata do becikowego nie było wysoką kwotą. Mówiono, że to i tak nie ma większego znaczenia, bo jest więcej biurokracji niż pożytku. Potem zobaczyliśmy, że wprowadzono dofinansowanie do rachunków za energię w wysokości 14 zł. Tu jest dopiero dużo biurokracji. Jakby nawet becikowe pozostawałoby w sferze symbolu, to jest on niezmiernie ważny. Pokazuje, że miasto stawia na dzieci, docenia, dowartościowuje kobiety. Często matki potrzebują nie tylko wsparcia finansowego, a także moralnego, pokazania że każde dziecko jest oczekiwane, chciane.

A jak powinna wyglądać polityka demograficzna Olsztyna?
— Zdecydowanie Olsztyn, jak każde miasto. Trzeba się budować publiczne żłobki i przedszkola, bo rodzice nie mają dużego zaufania do niepublicznych. Musi nastąpić powrót do wsparcia finansowego rodzin. Dziś postawiono nas w sytuacji, że my nic nie możemy żądać, bo na wszystko nie mamy pieniędzy. Zamyka się nam buzie tym stwierdzeniem. Ważne też jest zwiększenie kwot na dożywianie dzieci, budowanie mieszkań komunalnych. Idziemy w duże inwestycje, nie rozwiązując najważniejszych, bieżących spraw.


Komentarze (2) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. Kamil #1810611 | 81.190.*.* 7 wrz 2015 22:50

    "Art. 72 1. Rzeczpospolita Polska zapewnia ochronę praw dziecka. Każdy ma prawo żądać od organów władzy publicznej ochrony dziecka przed przemocą,okrucieństwem, wyzyskiem i demoralizacją. " Czemu tak bardzo odbiegamy od innych czemu dzieci z gm Olsztyn sa gorsze od tych z innych gmin. Gdzie rowno uprawnienie obywatela czemu tak odbiegamy od innych Gmina dziala zgodnie z Konwencją Praw dziecka i Konstytucją Rzeczypospolitej i Polityką prorodzinną Państwa demokratycznego a wystarczy ze ustanowi dotacje, A jesli ustanowi dotacje zbyt niska by placowka mogla swiadczyc nam usluge i dlatego sie zamyka badz nie otwiera nowa taka placowka to rozumiem ze juz gmina nie narusza Konwencji Praw dziecka i Konstytucji Rzeczypospolitej i Polityki prorodzinnej Państwa demokratycznego ??? Przejzyjcie na oczy dziecko w zlobku ma polowe mniejsze dofinansowanie niz te przedszkolu ? przeciesz jest takim samym obywatelem ktory ma swoje prawa a co wiecej prowadzenie zlobka i utworzenie jest drozsze niz przedszkola.

    Ocena komentarza: warty uwagi (1) ! - + odpowiedz na ten komentarz

  2. Kamil #1810594 | 81.190.*.* 7 wrz 2015 22:34

    Cchcialbym tylko napisac ze 250 zl to za mala dotacja na zlobek. wobec czego co ma zrobic wlasciciel niepublicznej placowki jak przy tak niskiej dotacji zwieksza swoje straty i zadluzenie do tego doprowadza waz w kieszeni naszej gminy podniosa ceny czesnego albo sie pozamykaja albo gwaltownie zniza swiadczenie uslug. Zapytam jeszcze czy wiemy co to sa Prawa dziecka i konstytucja? zamiast gmina dofinansowywac zlobki to robia to osoby prywatne bo je otworzyly z checi niewielkich zyskow a duzej pomocy innym, ktos napisze niech zamkna ale latwo powiedziec jak ktos wlozyl pieniadze w remont i zostanie z dlugami ktore z roku na rok mu rosna ....

    ! - + odpowiedz na ten komentarz pokaż odpowiedzi (1)