Niedziela, 21 kwietnia 2024

Wędkowanie na rodzinnym poziomie, czyli z zamachem na karpia



2015-09-11 20:39:14 (ost. akt: 2015-09-14 11:19:34)

Autor zdjęcia: archiwum prywatne

Podziel się:

Karpiarze wyróżniają się na tle innych wędkarzy. Czym? Podejściem do wędkowania. Człowiek, który w karpiu widzi jedynie danie, nigdy nie znajdzie się w gronie tych pasjonatów, którzy w łowieniu widzą sposób na życie i hobby.



Z wykształcenia ichtiolog, na co dzień kierowca i właściciel firmy. Dziś wędkarstwo to dla niego styl życia, pretekst do kontaktu z naturą i sposób na spędzenie wolnego czasu z rodziną. 

— Zacząłem wędkować, mając cztery lata. W wieku, w którym jest teraz moja córka Natalia — wspomina Grzegorz Ossowski, tata 4-letniej Natalii. — Pasją zaraził mnie mój dziadek, który mieszkał w okolicach Olsztynka. To on zabierał mnie nad wodę, zarażał pasją do wędki. Potem razem z kolegami graliśmy w piłkę, ale też chodziliśmy na ryby. Praktycznie każde wakacje spędzałem więc nad wodą.


Od kilku lat jest karpiarzem. Stale dokupuje nowy sprzęt, szuka nowych możliwości i miejsc do odkrycia. 

— Trzeba podkreślić, że karpiarze różnią się od innych pasjonatów wędki. Tutaj nieodłącznym elementem łowienia jest polowanie na rybę. Wielkie emocje, kiedy po walce uda się złowić piękny okaz. A walka może trwać godzinę, a nawet dłużej. Najczęściej karpie najlepiej łowi się w nocy — opowiada pan Grzegorz. — Zwieńczeniem jest finał, kiedy ryba znajdzie się w rękach wędkarza i moment, kiedy cała i zdrowa ponownie znajdzie się w wodzie. W ciągu kilku lat zdarza się nam łowić te same ryby. I tak było z karpiem, którego nazwałem Goliat. Tak, to czasem ludzi dziwi. My nadajemy swoim karpiom imiona (śmiech). I rozpoznajemy okazy, które udało nam się złowić wcześniej.

Dlaczego wypuszczają złowione ryby? W naszych wodach jest niezwykle mało dużych okazów. Tymczasem na świecie rozpowszechnia się trend — złów i wypuść. Taką zasadę wyznają np. pasjonaci wędkowania w Wielkiej Brytanii. Tam około 60 proc. mieszkańców kraju uprawia wędkarstwo. Te staje się tam rodzinnym sportem. Na wycieczki nad wodę jeżdżą całe rodziny. W Polsce wędkuje około 8 milionów osób. Szkoda, że większość nie dojrzała jeszcze do tego, by w rybie widzieć nie tylko mięso. Pasjonat karpi podkreśla, że do decyzji, by obdarować wolnością złowioną rybę, trzeba czasu. 


— Wędkarstwo nie jest dla mnie tanim sposobem na pozyskanie mięsa, a drogim hobby. Moje wszystkie ryby zostają uwolnione. Jem ryby, ale sporadycznie, sandacza, szczupaka, lina i ryby morskie. Łowię dużo, ale do domu zabieram jedną rybę — dodaje.

Mówi, że największym grzechem wędkujących Polaków jest zjadanie własnych zdobyczy. Najczęściej wyławiane są szlachetne gatunki, a te o mniejszej wartości są wypuszczane. A powinno być odwrotnie. W naszych jeziorach przeważają płotki, krąpie. A lin, sandacz, szczupak są wyławiane. 

— Wędkarstwo może stać się prawdziwą pasją. Rodzinną. To karpiowe przyszło z Anglii i znajduje coraz więcej zwolenników, co mnie bardzo cieszy — dodaje karpiarz. — Przede mną przygoda życia, czyli wyprawa na najsłynniejsze jezioro Rainbow we Francji. Miejsce elektryzujące każdego karpiarza na świecie. 
Rainbow Lake to słynne łowisko,w których karpie osiągają gigantyczne rozmiary. Nawet powyżej 40 kilogramów. To już nie jest zwykłe wędkarstwo. To łowiecki survival. Z tym wyjątkiem, że tutaj ryby wypuszcza się na wolność.

Z całej rodziny tylko żona pana Grzegorza nie podziela jego pasji. Lubi wodę i wędkarskie rytuały, ale z perspektywy widza. Kiedy trwa łowiecka bitwa, woli czytać książkę. Akceptuje jednak fakt, że jej mężczyzna musi zniknąć na jakiś czas i zasiedzieć się nad jeziorem.


Komentarze (0) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB