Wtorek, 29 listopada 2022

Ojciec na wywiadówce: jak sobie radzi?

2015-11-12 15:24:26 (ost. akt: 2015-11-16 13:16:21)

Autor zdjęcia: Arch. prywatne

Podziel się:

Niektórzy ojcowie uważają wywiadówki za domenę kobiet. Inni uczestniczą w nich chętnie, bo z innymi rodzicami łączy ich przyjaźń. Tata na wywiadówce radzi sobie nieźle — twierdzi pan Krzysztof, tata Karoliny.

— Mamy 12-letnią córkę i jasne, że często uczestniczę w wywiadówkach. Pracujemy zmianowo, moja żona w służbie zdrowia, ja prowadzę szkolenia, więc musimy się wymieniać. Kiedy żona pracuje, ja jadę do szkoły. To całkiem naturalne — podkreśla Krzysztof Terski. — Myślę, że duże znaczenie ma też fakt, że nasze dzieci uczą się nie tylko w zwykłej podstawówce, ale również w szkole muzycznej. Łączy nas pasja i ona chyba sprawia, że rodzice są bardziej zaangażowani. Ojcowie jeżdżą z dziećmi na przesłuchania, koncerty. Spotykamy się w czasie wywiadówek. I to lubimy. Zdarzyło się, że w czasie jednej z imprez dzieci ktoś rzucił żartem: „to kiedy my się spotkamy?”. Ojcowie i matki się przyjaźnią.

Rodzice z klasy Karoliny są na tyle zżyci, że dwa lata temu skrzyknęli się i przygotowali spektakl, w którym wystąpili w szkole. Pomysłów im nie brakuje. Podobnie jak chęci.
Kiedy jedni lubią wywiadówki, inni ojcowie traktują spotkania w szkole jako przykry obowiązek.
— Czy wywiadówki mają jeszcze sens? Czy muszą wyglądać, tak ja u nas w szkole — zastanawia się pan Marcin, tata 11-letniego Daniela. — Zebranie trwa maksymalnie piętnaście minut, potem rodzice tłoczą się przy wychowawczyni. Choć ja na wywiadówkach pojawiam się rzadko, to i tak zawsze pozostaje mi po nich niesmak. Zawsze poruszane są problemy, które skłócą rodziców. Siedzę i słucham, ja rodzice dzielą się na obozy.
Co powoduje awantury? Wybór wycieczki. Co z tego, że ma ciekawy, zróżnicowany program, który z pewnością przypadnie do gustu najmłodszym. I okazuje się, że nie jest ważne, jak tam dzieci dotrą, gdzie wynająć autobus. To nie te rozterki zaprzątają uwagę rodzicom.

— Najwięcej problemów jest z wyborem menu. Mamy przekrzykują się, że córka jednej ma alergię na ogórek. Córka innej nie lubi mleka. Koszmar. Choć potwierdzam, gdyby nie te utarczki w czasie zebrań wiałoby nudą. Kiedyś wróciłem z jednego z takich spotkań i jedyne, co mogłem przekazać żonie, to jedno słowo: „nuda” — tłumaczy pan Marcin. — W dobie dzienników elektronicznych mamy stały dostęp do informacji, jak radzi sobie dziecko. Z moim synem nie ma większych problemów. Każde zebranie jest dla mnie torturą. Na szczęście częściej w wywiadówkach uczestniczy żona.
Kajot


Komentarze (0) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB